“Blask choinki” – Agnieszka Lis

O ile zazwyczaj w książkach wakacyjnych autorzy wysyłają swoich bohaterów na zasłużone wakacje, najczęściej nad morze, ewentualnie jezioro, o tyle w przypadku świątecznych pozycji, dominującym kierunkiem są góry, a w szczególności Zakopane. Nie zliczę już, ile razy to miasto stawało się tłem dla bożonarodzeniowych wydarzeń. Także Agnieszka Lis popłynęła z nurtem i to właśnie tam rozegra się stworzony przez nią spektakl.

„Blask choinki” to drugi tom serii. Pierwszym był „Zapach goździków”. Wtedy mogliśmy poznać Arkadiusza i Klemensa, którzy po latach, a w zasadzie dekadach, odnowili swoją przyjaźń. Tam również dopada nas ta sezonowa magia świąt, której nie szczędzą nam autorzy w okresie zimowym. Jednak ci, którzy wcześniejszej powieści nie czytali, absolutnie nie mają się czym martwić. Historia toczy się dalej, dotyczy innych problemów, me też nieco odmienny klimat. Autorka zamieściła dodatkowo opis bohaterów ze swojej książki na samym jej początku. Wyliczyłam, że sporo ich, bo ponad dwadzieścia, a zwykle główna oś fabularna kręci się wokół pięciu ważniejszych osób. W każdym razie na pewno nikt się nie pogubi dzięki temu zabiegowi.

Tym razem dwie rodziny postanawiają spędzić końcówkę grudnia w inny, mniej tradycyjny sposób. Decydują się na wyjazd, z czego nie każdy jest zadowolony. Decyzja jednak zapadła i trzeba jakoś przetrwać. Niestety, nie jest to łatwe, bo zamiast się cieszyć, wszyscy walczą ze swoimi demonami. Wyniszczają ich różne problemy, jak choroba członka rodziny, długo skrywana tajemnica, trudności wychowawcze. Bohaterowie mogą jednak liczyć na siebie nawzajem, a relacje między nimi są ciepłe i miło się o nich czyta.

Gdybym miała określić „Blask choinki” jednym słowem, to brzmiałoby ono: przegadana. Dawno nie widziałam tylu dialogów, a ta książka praktycznie tylko z nich się składa. W poprzednim tomie duży nacisk autorka kładła na ogólną atmosferę, smaki i aromaty, głównie wina. Teraz dostaliśmy zapisy dziesiątek rozmów. Zwykle nie przepadam za przysłowiowymi „opisami przyrody”, ale tu brakowało mi całej tej otoczki. Czasem zapominałam, kto z kim rozmawia, bo przeskakiwaliśmy z jednej dyskusji do następnej. Na pewno dzięki temu tempo czytania jest szybkie, a wątki się nie dłużą, ale przy tym literackim sprincie trudno nie dostać zadyszki. Mam wrażenie, że Agnieszka Lis lepiej oddałaby swoją wizję w dramacie niż klasycznej powieści.

Autorka przyzwyczaiła mnie już do swojego charakterystycznego stylu, a tu proszę! Słowa jakby nie jej. Coś tu za spokojnie, za mało bólu w tych wszystkich historiach. Zwykle jej proza mnie zaskakiwała, lekko wręcz męczyła, bo poruszała ciężkie do przetrawienia tematy. Świat przez nią przedstawiony był brutalny i niezbadany. Tymczasem losy rodzin Klemensa i Arkadiusza są tak klasyczne, schematyczne i banalne, że nie mogę uwierzyć, iż „Blask choinki” wyszedł spod tej samej ręki co „Przebudzona” czy „Widoki”. Nie znaczy, że jest to książka zła, bo tego powiedzieć nie mogę. Po prostu mamy do czynienia z obyczajówką, jakich wiele, a spodziewałam się znacznie, znacznie więcej. Możliwe, że znowu zadziałało tu pisanie pod określony motyw, czyli Święta, bo już nie jeden pisarz się na tym, brzydko mówiąc, przejechał. Nawet jeśli tak, to wciąż warto dać szansę tej powieści. Jest na tyle klimatyczna i wielowątkowa, że nie znudzi, a może też momentami złapać za serce.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Blask choinki” i inne świąteczne książki znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *