“Blizna” Przemysław Żarski

„Świat nie zatrzymuje się z powodu czyjeś śmierci. Kręci się dalej, mimo wciskanych w szprychy badyli. Nie zwalnia nawet na sekundę”. Po „Śladzie” przyszedł czas na „Bliznę”. Zaledwie pół roku temu recenzowałam pierwszą książkę z komisarzem Kreftem, a na półkach w księgarniach już pojawiała się kontynuacja. I jest lepsza od swojej poprzedniczki, co zresztą udało mi się przewidzieć, bo w opinii o „Śladzie” napisałam, że „autor cały czas się rozwija, dlatego z przyjemnością sięgną po jego kolejną powieść”. Sięgnęłam i miałam z lektury sporą frajdę, bo Przemysław Żarski umie budować napięcie i przykuć uwagę czytelnika.

Nie tak miał wyglądać początek nowego roku. Kiedy większość ludzi dopijała resztki szampana, powoli kończyła sylwestrową zabawę i szykowała się do drogi powrotnej do domu, doszło do groźnie wyglądającego wypadku. Zaalarmowane służby znalazły w rozbitym samochodzie rannego mężczyznę, niedaleko miejsca zdarzenia czteroosobowa rodzina o mało nie przejechała zdezorientowanej dziewczyny, a dwadzieścia kilometrów dalej policjanci natrafili na ciało młodej kobiety. „Zwłoki wyglądały fatalnie. Oprócz głębokiej rany na szyi i zaschłych strupów krwi na piersiach ofiara miała poszarpaną twarz, jakby wygłodniałe zwierzęta urządziły sobie na niej ucztę”. Sprawą zajął się komisarz Kreft, który oprócz znalezienia bezwzględnego zabójcy będzie musiał się uporać z traumą z dzieciństwa, bo  „koszmar sprzed lat wrócił – znów czaił się pod łóżkiem, wyciągał patykowate łapy i rysował długie cienie na ścianie”.

„Ślad” określiłam mianem kryminału solidnego, ale nie na tyle wyróżniającego się czy zaskakującego, by na dłużej zapadł w pamięć. Po sześciu miesiącach miałam spore problemy, żeby przypomnieć sobie szczegóły wcześniejszego śledztwa komisarza Krefta, a autor często odnosi się do wydarzeń z poprzedniej części. Dopiero po kilkudziesięciu stronach zaczęłam sobie powoli przypominać historię z taśmą i mogłam w pełni zaangażować się w akcję. Jeżeli ktoś nie czytał „Śladu” to może mieć kłopot z połapaniem się w zawiłościach życia prywatnego bohaterów. W „Bliźnie” dowiadujemy się znacznie więcej na temat samego komisarza Krefta, którego „śmierć matki uodporniła na cierpienie. Wycofywał się, nim udało mu się zbudować coś trwałego. Nosił na sobie wiele blizn, które przebijały spod skóry i których nie był w stanie schować nawet pod grubą warstwą tuszu”. Muszę przyznać, że w drugiej odsłonie bohater już nie wydał mi się taki bezbarwny i pozbawiony ikry, chociaż nadal uważam, że o wiele ciekawszymi postaciami są Olga Krynicka, która wreszcie wzięła sprawy w swoje ręce!, oraz Błażej Uryga, który jak zwykle lawiruje i bez przerwy wpada w kłopoty.  Odniosłam wrażenie, że „Blizna” ma lepsze tempo od „Śladu”. Podczas lektury nie ma miejsca na nudę. Tak naprawdę dostajemy do rozwiązania kilka zagadek, w tym jedną sprzed przeszło dwudziestu lat, i kiedy wydaje się, że puzzle układają się w całość, autor wywraca stolik i pozostawia czytelnika w stanie zawieszenia – nie wyjaśnia wszystkiego, już szykując grunt pod kolejną powieść.

„Błędy, które popełniamy, są niczym utrwalone na skórze blizny. Nawet jeśli zdołamy je ukryć, wciąż tkwią w świadomości innych jak drzazgi”. „Blizna” to nie tylko dobra kontynuacja pierwszego kryminału z uwielbiającym komiksy komisarzem Kreftem, ale też zapowiedź trzeciej książki z serii, na którą Przemysław Żarski zapewne nie każe nam zbyt długo czekać. Polecam nie tylko miłośnikom książek sensacyjnych!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *