„Brulion” Malwina Ferenz

„Ludzka zdolność do przystosowywanie się do niesprzyjających warunków wydaje się imponująca. Nic dziwnego, że tak daleko zaszliśmy po szczeblach ewolucji. W Trzeciej Rzeszy ludzie przystosowali się do życia w realiach absurdu. Przyzwyczaili się do niego. Mieszkają tu, rodzą się, żenią, pracują, słowem, życie się toczy i na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się normalne. Dopiero przy bliższym spojrzeniu człowiek dostrzega, że całość to zaledwie fasada, za którą kryje się coś zupełnie innego”.  Wcześniej miałam okazję przeczytać jedną książkę Malwiny Ferenz i bardzo mi się podobała, więc z ogromnymi nadziejami zasiadałam do lektury powieści, dzięki której miałam przenieść do burzliwych lat trzydziestych ubiegłego wieku. Czy „Brulion”  mnie poruszył i okazał się jedną z tych pozycji, których po prostu nie sposób odłożyć?

Marzec 1936 roku. Młody korespondent szwajcarskiej gazety Moritz Stille przybywa do Breslau i nie jest tym faktem zachwycony. Marzyła mu się mekka kultury, czyli Berlin, a tymczasem został wysłały na prowincję, gdzie nie dzieje się nic godnego uwagi. A przynajmniej nie dla kogoś, kto jest specem od spraw kultury. Szybko jednak okazuje się, że Breslau ma nadspodziewanie dużo do zaoferowania dwudziestosześcioletniemu Szwajcarowi. Stille pracuje nad felietonami dla „Neue Zürcher Zeitung”, przy okazji poznając „dziwactwa Trzeciej Rzeszy”, a w zakupionym przez siebie brulionie prowadzi szczegółowe zapiski z pobytu w mieście, w którym nie tylko udało mu się  znaleźć kompanów do zabawy i kieliszka, ale też poznał kobietę, która skradła mu serce.  Uderzająca piękna Ingrid Beucourt ma swoje mroczne sekrety i Stille postanawia za wszelką cenę dowiedzieć się, co ukrywa sekretarka szefa wrocławskiego gestapo… Mija ponad czterdzieści lat. Moritz przyjeżdża do Wrocławia i odwiedza szpital, w którym cztery dekady wcześniej dochodził do siebie po wypadku. Po co dawny korespondent „Neue Zürcher Zeitung” wrócił do miasta, z którego musiał uciekać w 1938 roku?

Po przeczytaniu powieści Malwiny Ferenz rzuciłam okiem na internetowe recenzje „Brulionu” i w większości okazały się entuzjastyczne, więc znowu jestem w mniejszości, bo mnie historia Moritza Stille niestety nie porwała. Początek jest całkiem niezły, ale z każdym kolejnym rozdziałem moje zainteresowanie topniało. „Bezcenne zapiski” bohatera są potwornie rozwlekłe i niby cały czas coś się dzieje, ale nawet dramatyczne wydarzenia zostały opisane w taki sposób, że nie wzbudziły we mnie większych emocji. Podobnie było z romansem, który nawiązuje Stille. Nie uwierzyłam, że Szwajcar szaleje z miłości, bo namiętności nie ma w tej relacji za grosz. Autorka przedstawia Moritza jako mężczyznę ubóstwianego przez kobiety, który potrafi doprowadzić je do ekstazy za pomocą słów, ale to tak mało intrygujący, praktycznie pozbawiony charyzmy bohater, że naprawdę trudno w to uwierzyć. To, co w „Brulionie” zasługuje na uwagę, to sposób, w jaki autorka oddała realia życia w międzywojennym Breslau. Widać, że Malwina Ferenz przeprowadziła solidny research. Można się poczuć, jakby spacerowało się uliczkami „ozdobionymi” swastykami, a w powieści pojawiają się też autentyczne postacie, takie jak Ludwig Guttmann – inicjator igrzysk paraolimpijskich.

Jeżeli ktoś ma ochotę odwiedzić Breslau w przededniu wojny i poczytać o tym, jak wyglądało życie na „wschodnim zadupiu Trzeciej Rzeszy”, powinien sięgnąć po powieść Malwiny Ferenz. Czy „Brulion” to „porywająca opowieść o granicach człowieczeństwa, wybaczeniu i miłości”? Chyba nie do końca, ale jestem przekonana, że historia Moritza Stille wzruszy niejedną miłośniczkę powieści obyczajowych.

„Brulion” oraz inne książki obyczajowe znajdziecie w księgarni selkar.pl

One thought on “„Brulion” Malwina Ferenz

  • 19 grudnia, 2021 o 6:54 pm
    Permalink

    To chyba książka dla mnie :) Polecam „Kusicielkę”. To świetna książka o gorącym, pełnym sprzeczności uczuciu, którą czyta się bardzo przyjemnie :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.