“Był sobie szczeniak: Bailey” – Bruce W. Cameron

Przez jakiś czas było głośno przez książkę i film o tym samym tytule „Był sobie pies”. Doczekano się kontynuacji tej serii, a teraz W. Bruce Cameron powraca w blask chwały z nową powieścią, tym razem skierowaną do młodszych odbiorców. Możemy uznać to za swoisty prequel albo ewentualnie mianować jako część „0”.

Poznajemy nieodkryte dotąd losy  bohatera bestselleru „Był sobie pies” od momentu jego narodzin, kiedy to był jeszcze maluteńką, bezbronną kuleczką futra. Nasz szczeniaczek przychodzi na świat „za kratkami”. Poza ciasną klatką, w której mieszka z matką i rodzeństwem, nie zna świata. Ma tylko jakieś jego mgliste wyobrażenie. Za każdym razem kiedy odwiedza go człowiek z psią karmą, wtedy-jeszcze-nienazwany malec stara się dojrzeć jakieś nowe elementy jego otoczenia. Fascynuje go wszystko. Trawa, sąsiednie klatki, wszystkie zapachy, jakie do niego docierają. Choć wiele rzeczy widział jedynie z daleka, przyciągają go one do siebie. Rozmyśla o nich, czuje, że coś go wzywa. Coś, czego jeszcze nie umie nazwać. Jego przeznaczenie.

Pewnego dnia nasz bohater razem z rodzeństwem zostaje oddzielony od matki. Jedyny znany mu człowiek wypuszcza pieski, by chwilowo mogły się wyszaleć na nieco większej przestrzeni. Wtedy właśnie postanawia pobiec dalej w nieznane. Opuszcza swoją rodzinę i gna przed siebie. W pobliżu drogi znajduje go pewien mężczyzna. Więcej nie zdradzam, bo jaka by to była przyjemność z czytania. A można się przy tej książce naprawdę dobrze bawić.

Chociaż przyjęło się, że historia jest napisana raczej pod dzieci, to jednak dorosłym również może umilić czas. Jest napisana w świetnym stylu. Szybko się ją czyta, nieraz można się uśmiechnąć. Myślę, że też po lekturze odczuwa się większą empatię do zwierząt. Sama teraz jestem milsza dla mojej kocicy (pozdrawiam Cię, sierściuchu). Opowieść z perspektywy psiaka odsłania jego niewinność, bezbronność i to bezgraniczne zaufanie, jakim obdarza ludzi. Nawet wtedy, kiedy ci nie traktują go najlepiej, on jest im wdzięczny za każdy przejaw przyzwoitości. Całe dobro, jakie otrzymuje, oddaje z nawiązką. Dobrze czasem wpaść na taką pogodną i nastrojową lekturę.

Muszę skrytykować jednak ilustracje, których według mnie jest za mało. Lepiej też sprawdziłyby się takie pokolorowane, bo życie Bailey’a wydaje się właśnie być całkiem kolorowe. Zamiast tego mamy czarno-białe ryciny niczym te z komiksów ze starych gazet. Sama nigdy nie widzę potrzeby umieszczania obrazków w książkach, jednak jeśli już są, a tym bardziej, jeśli już podkreśla się, że to książka dla dzieci, to pasuje się już trochę postarać i nie wklejać między tekst byle czego. Oczywiście nie jest to jakaś tragedia, ale ostatecznie psuje częściowo moje spojrzenie na całość, bo takie ilustracje tam zwyczajnie nie pasują, wyglądają, jakby były przypadkowo umieszczone.

To, co najlepsze w powieści to to, że razem ze szczeniaczkiem możemy narodzić się na nowo i poznawać świat powoli, etapami. Docenić proste rzeczy, spojrzeć z innej perspektywy na traktowanie zwierząt przez ludzi i nauczyć się doceniać różne przejawy miłości. Niech ta piękna więź między tym słodkim psiakiem a Ethanem posłuży nam za wzór w relacjach. W końcu kto lepiej nauczy nas lojalności czy altruizmu niż najlepszy przyjaciel człowieka?

“Był sobie szczeniak: Bailey” i inne książki Bruce’a W. Camerona znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *