“Historia naszych pożegnań” – Agata Przybyłek

Gdy pogoda nie rozpieszcza, w głowie tysiąc myśli, a perspektywa przyszłości nie jawi się w kolorach, warto sięgnąć po coś wciągającego do czytania. Po coś, co skuteczne odwróci uwagę od codzienności, pozwalając się zrelaksować. Mój wybór padł na „Historię naszych pożegnań” Agaty Przybyłek. Uwielbiam pióro tej autorki i historie, które potrafi dzięki niemu nakreślić. Nie zawsze lekkie, ale zawsze wciągające. Ale do brzegu!

Słów kilka o bohaterach:

Basia i Julian to rodzeństwo, któremu się nie przelewa. Żyją skromnie, ale walczą o swoje szczęście.

Tadeusz jest odludkiem i tak też się zachowuje – uwielbia ciszę, spokój i swoje towarzystwo.

Anna zakochana jest w Josefie, ale jej rodzicom trudno zaakceptować Niemca w rodzinie.

Josef nie widzi świata poza Anną, ale pochodzenie oraz wyznanie mogą się okazać przeszkodą nie do pokonania.

Trójka z nich żyje blisko siebie i poznaje się w dość nietypowych okolicznościach, natomiast historia Anny i Josefa tworzy zgrabne tło. Pełne słów „Co ludzie powiedzą”, ale zarazem burzliwe i niepewne.

Tak jak poprzednie tomy cyklu „Bądź przy mnie zawsze”, tak i ten podzielony został na kilka punktów widzenia. Przede wszystkim zabieg ten dodaje dynamiki, ograniczając tym samym prawdopodobieństwo chęci porzucenia lektury. To trochę tak, jak gdybyście byli świadkami jakiejś burzliwej debaty. Siedzicie, a w odległości metra monolog prowadzi jedna z osób. Mówi jedna, ale chcielibyście znać punkty widzenia wszystkich i to najlepiej od razu, prawda? A jeszcze lepiej, gdybyście mogli na bieżąco czytać im w myślach. Dokładnie tak to postrzegam. Super sprawa. W dodatku „rozdziały” nie są długie, co umożliwia szybkie przeskoczenie do kolejnej postaci. Tym samym akcja nie dzieje się w jednym miejscu. I co ważne, bohaterowie nie pojawiają się wszyscy nagle, ale każdy z osobna.

Podobała mi się w tej książce autentyczność. Dialogi nie były sztuczne, a bohaterowie idealni. Już od pierwszych stron autorka opisywała życie w odcieniach szarości. Ale jednocześnie potrafiła wszystko wyważyć, dodając nieco pozytywnych nut. A żeby lepiej Wam to opisać słowami, czytając, miałam wrażenie, że bohaterowie istnieją naprawdę! Ich słowa, czyny, myśli… odbierałam ich jako prawdziwych ludzi. Bardzo lubię takie książki, a jednocześnie nie dane mi zbyt często na takie trafiać. Niby nic trudnego pisać o życiu, a jednak!

Bardzo przemówiły do mnie wszystkie przedstawione historie. Każda na swój sposób. Wciągnęłam się szybciej niż przewidywałam, ale równie szybko skończyła się książka… szkoda. Bardzo lubię takie życiowe powieści, które mogą mnie czegoś nie tylko nauczyć, ale też odciągnąć od własnych problemów. A jeszcze jeśli dojdzie do tego lekkie pióro autora… biorę w ciemno!

Jak się czułam podczas lektury? Byłam odprężona, ale i przejęta. To mniej więcej tak, jakbyście słuchali opowieści babci, która potrafi zaciekawić. Było o problemach w XXI wieku, ale też o takich z okolic wojny. Niby niecałe 100 lat różnicy, ale kiedyś żyło się zupełnie inaczej. I nie mam tu na myśli elektroniki, ale obyczaje. Dzisiaj wiele rzeczy może wydawać nam się śmiesznych, ale dla naszych przodków było to „być albo nie być”.

Jedyna rzecz, do jakiej mogłabym się przyczepić, to opis z tyłu książki. O co dokładnie chodzi? Otóż sięgając po książkę, poznawszy wcześniej zarys fabuły, zakładamy, że takie właśnie będzie jej wnętrze – rozbudowaną fabułą. Tymczasem wątek niewidomej Barbary pojawia się bardzo późno. Naprawdę późno. Ja wręcz o nim zapominałam! W pewnym momencie zamknęłam książkę i raz jeszcze przeczytałam, o czym tak właściwie jest „Historia naszych pożegnań”. Następnie wróciłam do lektury i uzbroiłam się w cierpliwość. Nie przeszkadzał mi brak tego wątku, jednak uważam, że jeśli znajduje się on potwornie daleko, nie powinien pojawiać się na okładce, wprowadzając w błąd. To trochę tak, jakby obiecać komuś lody i poprzedzić je czekoladą, ciastem i chrupkami. Trochę to niepoważne.

„Historia naszych pożegnań” była dla mnie lekturą na jeden dzień. Przemówiły do mnie nie tylko przedstawione w niej historie, ale także poglądy niektórych bohaterów, z którymi bardzo się utożsamiałam. Czy to znaczy, że po trosze byłam główną bohaterką? Tak czy siak, książkę oceniam pozytywnie. Jeśli oczekujecie opisu prawdziwego życia, ta książka z pewnością spełni Wasze oczekiwania. Owszem, zawiera w sobie nieco słodyczy, ale nie wylewa się ona z kart książki, oj nie. Jeśli znacie twórczość Agaty Przybyłek, nie będziecie zawiedzeni. Jeśli nie znacie, możecie śmiało czytać. Bo książka ta, to obyczajówka idealna na długi wieczór lub chłodny poranek.

Autorka recenzji: Daria Łapa

“Historię naszych pożegnań” i inne książki dla kobiet znajdziesz w księgarni selkar.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *