“Idealny ślub” Lucy Foley

Dla wielu kobiet dzień ślubu to jeden z najpiękniejszych, ale też najbardziej stresujących dni w życiu. Wszystko musi być idealne – suknia, fryzura, makijaż, kwiaty, a nawet pogoda, jeżeli decydujemy się na romantyczną ceremonię pod gołym niebem, którą trzeba  zaplanować w najdrobniejszych szczegółach. Czasami coś nie idzie zgodnie z planem, bo nie zawsze „dzień ślubu to mały, równiutki odcinek czasu, w którym można stworzyć coś pełnego i pięknego, co przez lata budzi sentyment – jak perła z pękniętego naszyjnika”. Bywa, że tuż przed zaślubinami na wieży kościelnej przysiądzie kormoran – „ptak szatana, Cailleacg dhubh, czarna jędza, zwiastunka śmierci”, a to z całą pewnością nie jest dobry znak. Przekonali się o tym bohaterowie bestsellerowego „Idealnego ślubu” Lucy Foley.

Jules jest właścicielką popularnego magazynu lifestylowego, a Will gwiazdą telewizji. Oboje są piękni, młodzi, bajecznie bogaci, odnoszą sukcesy w życiu zawodowym i tworzą idealną parę, więc również ich ślub musi być perfekcyjny i wyjątkowo – dlatego ma odbyć się na małej irlandzkiej wyspie. Inis an Amplóra „to granitowa formacja skalna, majestatycznie wystająca z Atlantyku kilka kilometrów od wybrzeża Connemary”. Przygotowaniami do ceremonii zajmuje się Aoife – organizatorka ślubów, która dzięki parze celebrytów chce rozsławić swój pałacyk na wyspie,  druhną panny młodej jest jej przechodząca trudny okres w życiu siostra Olivia, a w roli świadka wystąpić ma przyjaciel Willa z czasów szkolnych – nieudacznik Johnno. Na mistrza ceremonii Jules wybrała Charliego, który na wyspę przypływa wraz żoną Hannah. Od początku nie wszystko układa się tak, jak wymarzyła sobie Jules. Kiedy podczas wystawnego wesela nagle gasną światła, a po chwili goście słyszą krzyk przerażenia, dla weselników staje się jasne, że to koniec beztroskiej zabawy.

Kiedyś brało się śluby w urzędach stanu cywilnego i kościołach, teraz można sobie przysięgać dozgonną miłość na plaży, w balonie unoszącym się nad ziemią, na szczycie góry, w jaskini, na lodowcu, a nawet pod wodą. Państwa młodych ogranicza tylko wyobraźni i zasobność portfela. Jules i Will mogą się pobrać gdzie tylko chcą, ale decydują na pokrytą bagnami złożonymi z torfu i smaganą wiatrami wysepkę, o której miejscowi od pokoleń odpowiadają sobie mrożące krew w żyłach historie. Ponoć po Inis an Amplóra błąkają się dusze ludzi, których przed wiekami wikingowie porąbali na kawałki. Może nie wydaje się ona wymarzonym miejsce do zorganizowania ślubu, ale za to trudno sobie wyobrazić lepszą scenerię dla mrocznego thrillera. Historię śledźmy z perspektywy kilku bohaterów i kiedy już się wydaje, że autorka uchyli rąbka tajemnicy, głos oddawany jest innej postaci i trzeba czekać kolejne kilkadziesiąt stron, żeby poznać jej sekret. A praktycznie wszyscy uczestnicy wesela coś ukrywają. Oczywiście można ponarzekać na nadmiar zbiegów okoliczności, ale tym razem w ogóle mi on nie przeszkadzał – wręcz przeciwnie: losy bohaterów w zaskakujący sposób się ze sobą splatają, a czytelnik ma dużą frajdę z odkrywania kolejnych elementów układanki.

„Idealny ślub” przywodzi na myśl klasyczne książki kryminały Agathy Christie – grupka ludzi skrywających mroczne tajemnice i w nie do końca jasny dla czytelnika sposób ze sobą powiązanych,  odcięta od świata wysepka, nagłe załamanie pogody, gasnące świtało, krzyk w ciemności, a wreszcie zbrodnia – niby to wszystko już było, ale zostało tak ciekawie ze sobą połączone i  podane w tak atrakcyjnej formie, że “Idealny ślub” Lucy Foley czyta się z wielką przyjemnością.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *