“Jedyne takie miejsce” – Klaudia Bianek

Klaudia Bianek to debiutujące nazwisko na polskim rynku wydawniczym. Jej powieść „Jedyne takie miejsce” zajęła pierwsze miejsce w konkursie na najlepszą książkę New Adult. Nagrodą było jej wydanie, dlatego też ukazała się pod szyldem wydawnictwa We Need Ya. Już samo to, że ta historia wygrała tak prestiżowy konkurs skłania do myślenia, iż tekst, który trzymamy w dłoni, jest rzeczywiście wyjątkowy. Sama byłam go bardzo ciekawa, dlatego sięgnęłam po ten tytuł. Niestety troszeczkę się rozczarowałam i z ciężkim sercem zabieram się za pisanie tej recenzji.

W ostatnim czasie czytam dużo książek spod pióra polskich autorów, szczególnie właśnie z gatunku New Adult/YoungAdult. Próbuję udowodnić, że o pierwszej nastoletniej miłości mogą pięknie pisać również i nasi rodacy. Wszystkie te książki mają jednak prawie ten sam schemat: ona i on, któreś z nich musi mieć jakąś ciemną przeszłość i miłość, która rodzi się między nimi musi to zło Lena jako szesnastolatka zaszła w ciążę, niestety milczy jak grób i nikomu nie chce zdradzić imienia ojca dziecka. Mieszka razem ze swoją babcią w pięknym malowniczym miejscu na skraju lasu. Nie ma tutaj nowinek technicznych, życie raczej płynie powoli – to styl o jakim świat już zapomniał. Lena wstaje więc wcześnie rano, doi krowę, zbiera świeżo zniesione kurze jajka, nosi znoszone trampki, zajmuje się kochanym synkiem. Dawniej w każde wakacje na wieś przyjeżdżał Alan, chłopiec z bogatego domu, którego dziadek mieszka po sąsiedzku. Nie mogło być innego scenariusza: wspólne spędzanie wakacji stało się początkiem wspaniałej przyjaźni. Jednak z czasem Alan przestał przyjeżdżać, życie Leny wywróciło się do góry nogami, lecz jak można się domyślić losy tej dwójki ponownie się splotą…

O ile temat samotnej nastoletniej matki jest jeszcze w miarę ciekawy, a malowniczy dom pod lasem jest miejscem do którego każdy czytelnik choć raz chciałby pojechać i poczuć ten wiejski klimat, to całość powieści prezentuje się dość słabo. Dlatego nie lubię, jak okładki książek krzyczą, że mamy w rękach coś wspaniałego, bo naprawdę można się rozczarować. Nastawiałam się na lekturę, która sprawi że spadną mi kapcie ze stóp, a nie stało się praktycznie nic. Powieść jest schematyczna, bazuje na tematach które już znamy z literatury, główni bohaterowie są jeszcze dziećmi, a snują plany na dalsze życie jakby byli już po czterdziestce, fabularnie niestety niewiele się dzieje. Naprawdę z ciężkim sercem muszę napisać, że w tej książce wieje nudą! Widać, że autorka miała pomysł na swoją powieść, ale lepiej gdyby ta historia ukazała się w formie opowiadania. Wtedy miałoby to większy sens, a mając przed sobą całą powieść musimy przygotować się na niepotrzebne zapychacze, które nie wnoszą niczego ciekawego do fabuły.

Również styl pisania nie za bardzo przypadł mi do gustu. Rozdziały poprowadzono w pierwszoosobowej narracji naprzemiennie raz z perspektywy Leny, by za chwilę przenieść się w myśli Alana. Bardzo podobało mi się ich powolne zbliżanie się do siebie, choć wiadomo, do czego prowadzi ich relacja i jesteśmy w stanie przewidzieć to już po pierwszych kartach książki. Odbudowanie na nowo dziecięcej przyjaźni nie jest łatwe. Gdybym spotkała starego przyjaciela, którego nie widziałam dziesięć lat to prawdopodobnie bym go nie poznała. Doceniam więc, że między tą dwójką od młodych lat jest chemia, której nie da się zapomnieć. To sprawia, że ten wątek jest bardzo prawdziwy i mimo wszystko trzyma się kciuki za to, by im się udało.

Dlatego praktycznie jedynym elementem zaskoczenia jest to, kim jest ojciec Marcela. Niestety wyjaśnienie, jakie dostajemy nie jest ani fascynujące ani dobrze napisane. Po prostu jest i niestety rozczarowuje. Jest to powieść obyczajowa dla młodzieży, ale wzorce jakie ukazuje ta powieść nie do końca są godne naśladowania. Wiem, że zwraca uwagę na takie problemy jak prześladowanie w szkole, brak zainteresowania ze strony rodziców, bieda, czy obowiązki, których dzisiejsze dzieciaki nie znają.

W tej książce znajdziemy także małe promyczki słońca: na przykład babcię Leny, która jest ciepłą osobą i taką babcię z pewnością chciałoby się mieć. Również ich relacja jest rzeczywiście wspaniała i można pozazdrościć jak dwie osoby, pomiędzy którymi jest pokoleniowa różnica wieku, mogą się cudownie dogadać. Wszyscy gonimy czas, często zdarza się, że nie mamy go zbyt wiele. Ciągle patrzymy na zegarek. W “Jedynym takim miejscu” bohaterowie nie żyją na czas, wykonują swoje obowiązki powoli i z radością. Nie są zmęczeni tym ciągłym pośpiechem, a ten cudowny wiejski klimat chciałoby się poczuć na własnej skórze.

Biorę pod uwagę, że jest to debiut autorki, więc jeśli w przyszłości wyda jakąś powieść to z pewnością ją przeczytam. Czy polecam tę książkę? Myślę, że jeśli ktoś jest nowy w tym gatunku to może ta książka mu przypaść do gustu. Jednak jeśli jest takim starym wyjadaczem jak ja, to może się lekko rozczarować. Dlatego też chyba każdy powinien przekonać się sam, czy “Jedyne takie miejsce” zasłużyło na wygraną w konkursie.

Autorka recenzji: Katarzyna Cukier

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *