“Kto je porwał?” Cara Hunter

W ostatnich latach pojawiało się całe mnóstwo nowych serii kryminalnych. Czasami wręcz nie sposób się połapać w natłoku wydawanych tytułów. Który to już tom? Czy czytałam wszystkie poprzednie? Czy bez znajomości wcześniejszej powieści mogę kupić najnowszą bez obawy, że nie połapię się w zawiłościach fabuły? Skuszona intrygującym opisem sięgnęłam po „Kto je porwał?” Cary Hunter, nie mając pojęcia że to już czwarta książka z inspektorem Adamem Fawley’em („Kto porwał Daisy Mason?”, „Kto mieszka za ścianą?”, „Kto chce ich śmierci?”). Dla fanów kryminałów, którzy, tak jak ja, nie słyszeli wcześniej o autorce mam dwie dobre wiadomości – nie tylko mogą zacząć swoją przygodę z twórczością Cary Hunter od dowolnego tomu, ale też po satysfakcjonującej lekturze czekają ich kolejne trzy spotkania z dociekliwej inspektorem Fawley’em, bo pewnie nikt nie będzie w stanie poprzestać na jednej książce serii z „Kto?” w tytule.

„Stare sprawy potrafią człowieka prześladować jak armia zombie – ponowne zabicie ich jest niemal niemożliwe”. Inspektora Fawley’a nawiedzają właśnie demony z przeszłości. Po wielu latach odsiadki o zwolnienie z więzienia ubiega się mężczyzna skazany za gwałty na młodych kobietach. W tym samym czasie na sennych i wydawałoby się, że bardzo bezpiecznych przedmieściach Oxfordu ktoś zaczyna napadać na nastolatki, a jego sposób działania bardzo przypomina modus operandi zatrzymanego przed ponad dekadą gwałciciela. Czy przed laty skazano niewinnego człowieka? A może w mieście pojawił się naśladowca?

„W tej pracy istnieje różnego rodzaju cisza. Jest milczenie pełne gniewu i bezsilności, kiedy człowiek wie, ale nie ma absolutnie żadnego dowodu (…) Jest współczujące milczenie, z powodu wszystkich okropności, przez które muszą przechodzić ludzie (…) Jest również milczenie brzemienne w poczuciu klęski i żalu, kiedy człowiek robi wszystko, co możliwe, ale to zwyczajnie nie wystarcza”. Wyjątkowo nie zacznę od samej fabuły, a od zabiegu, który zastosowała autorka, by uatrakcyjnić lekturę – w „Kto je porwał?” mamy okazję przeczytać nie tylko artykuły prasowych i zapisy przesłuchań świadków, ale też komentarze internatów („I jak tu nie kochać Internetu. Pomaga psychopatom zdobywać nowych przyjaciół”), maile wysyłane do policjantów, wiadomości tekstowe wymieniane między bohaterami, a nawet wiadomości zostawianych na poczcie głosowej. Po zniknięciu dziewczyny możemy spojrzeć na mapkę, na której zaznaczono miejsce jej zamieszkania i trasę poruszania się po okolicy, albo rzucić okiem na policyjny plakat zachęcający do zgłaszania się ludzi, którzy mogą mieć przydatne dla śledztwa informacje. Wszystkie te urozmaicenia bardzo mi się podobały, sprawiły, że miałam wrażenie, jakbym sama brała udział w rozgrywających się wydarzeniach. A dzieje się sporo i to od pierwszej do ostatniej strony. Czy można sobie wyobrazić większą tragedię rodzica niż utrata dziecka? Inspektor Fawley bada wszystkie tropy, po cichu licząc na „głupotę części kryminalistów”, bo ta „już nieraz okazywała się zbawieniem”, ale przestępca ani myśli popełniać głupiego błędu. Książka niesamowicie wciąga, a autorka nie tylko świetnie buduje napięcie, ale też potrafi porozumiewawczo mrugnąć do czytelnika ( według policjantki podejrzany zagłębiony w lekturze zapewne czyta nowe wydanie  „Rekreacyjnego prześladowania”).

Bardzo żałuję, ze nie przeczytałam książek Cary Hunter w porządku chronologicznym, ale z drugiej strony – gdyby nie „Kto je porwał?” mogłabym nie usłyszeć o tej świetnej autorce! Gorąco polecam całą serię z inspektorem Fawley’em, bo to naprawdę doskonała rozrywka nie tylko na długie jesienne wieczory.

“Kto je porwał” i inne książki thrillery znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *