“Miała umrzeć” Ewa Przydryga

Na pierwszych czterech stronach „Miała umrzeć” Ewy Przydrygi zamieszczono ponad trzydzieści pochlebnych opinii na temat książki.  Po przeczytaniu dziesięciu z nich moje oczekiwania względem drugiego – po „Bliżej, niż myślisz” – wydanego przez Muzę thrillera autorki, drastycznie wzrosły. Po kolejnych dwudziestu wystrzeliły w kosmos, a dotarłszy do ostatniego byłam przekonana, że oto w moje ręce trafiła trzymająca w napięciu powieść, która mnie zachwyci, zaskoczy, zahipnotyzuje i poruszy. Liczyłam na wciągającą historię wywołującą dreszczyk emocji, a może i lekturę, przez którą zarwę noc. Czy „Miała umrzeć” spełniła pokładane w niej nadzieje?

Dwie kobiety. Dwie dramatyczne historie, które dzieli dwadzieścia jeden lat. „W ciemności czai się zło. Podobno. Niektórzy puszczają w obieg te bzdury, wierząc, że licho budzi się ze snu”. Rok 1998. Ada jest zbuntowaną nastolatką, która lubi niebezpieczne eksperymenty. Nie może liczyć ani na prowadzącego szemrane interesy ojca, ani na nadużywającą alkoholu matkę. Odrobinę zrozumienia znajduje jedynie w grupie przyjaciół, której członkowie tak jak ona szukają swojego miejsca w świecie. Rok 2019. Lena jest utalentowaną artystką, która stoi u progu wielkiej kariery. Do wszystkiego doszła ciężką pracą. Po śmierci rodziców trafiła pod opiekę surowej ciotki, która zajmowała się siostrzenicą tylko i wyłącznie z poczucie obowiązku. Lena wykorzystała pierwszą nadarzającą się okazję, żeby uciec z domu ciotki, i nie oglądała się za siebie. Teraz jej wielkie marzenie wreszcie się spełnia, ale podczas otwarcia wystawy do Leny pochodzi tajemniczy mężczyzna. Nieznajomy niedługo potem ginie w niejasnych okolicznościach i to zanim artystka ma okazję z nim porozmawiać na temat swojej przeszłości.

„Podobno zostaliśmy stworzeni po to, by płynąć środkiem strumienia, a nie po to, by stać na brzegu”. Jeżeli tak, to odniosłam wrażenie, że podczas pisania „Miała umrzeć” autorka co najwyżej zamoczyła stopę. Historię poznajemy z perspektywy dwóch kobiet. O ile rozdziały poświęcone Adzie czytałam z rosnącym zainteresowaniem („Bardziej niż człowiekiem czuję się teraz zaszczutym zwierzęciem. Ranną sarną, która ledwie i tylko na chwilę wyślizgnęła się z sideł kłusownika. Wkrótce i tak przyjdzie jej czas, wkrótce i tak trzeba będzie ją dobić”), tak te opowiadające o Lenie – a jest ich zdecydowanie więcej – w pewnym momencie zaczęły mnie nudzić. Bardzo mi przykro, ale książka ani mnie jakoś szczególnie nie zachwyciła, ani nie zaskoczyła, ani nie zahipnotyzowała, ani tym bardziej nie poruszyła, chociaż potencjał był i całą pewnością nie można uznać drugiego thrillera autorki za powieść całkowicie nieudaną. Po dziesiątkach pozytywnych opinii wnioskuję, że jestem w zdecydowanej mniejszości, której „Miała umrzeć” zwyczajnie nie przypadła do gustu. Zabrakło mi tak kluczowego w thrillerach napięcia, akcja jest zbyt wolna, a o dreszczyku emocji można jedynie pomarzyć. „Temperaturę” książki określiłabym mianem letniej, co w przypadku akurat tego gatunku jest poważnym zarzutem. Gdzie zwroty akcji? Gdzie wbijający w fotel punkt kulminacyjny? Jeżeli tym wielkim zaskoczeniem miała być tożsamość jednej z bohaterek, to autorka za szybko odkryła karty i za słabo myliła tropy.

„Miała umrzeć” Ewy Przydrygi zebrała dużo pozytywnych recenzji i dobrze sprawdza się jako książka obyczajowa z zagadką z przeszłości w tle, ale jako thriller okazała się dla mnie rozczarowaniem. Nie przejęłam się losem bohaterek, nie wciągnęłam się w akcję, lektura nie wywołała we mnie żadnych emocji, a właśnie tego oczekuję, sięgając po thriller.

“Miała umrzeć” i inne książki kryminały znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *