“Miasto mosiądzu” S.A.Chakraborty

Nie mamy się czym martwić, bo „nie ma magii, dżinów ani innych duchów próbujących nas pożreć”! Występują tylko w bajkach dla dzieci, z których z wiekiem wyrastamy. I całe szczęście, bo takie pożarcie przez krwiożercze ghule to przecież nic przyjemnego, chociaż nie miałabym nic przeciwko temu, żeby znaleźć lampę z dżinem gotowym spełnić każde moje życzenie. Przebiegła kairska złodziejka i uzdrowicielka Nahri też była przekonana, że magia nie istnieje, dopóki w jej życiu nie pojawił się Dara i nie zabrał jej na pełną przygód wyprawę do Dewabadu, „magicznego miasta, niemającego sobie równych w całym świecie”. „Na oko Sulejmana”, cóż to była za podróż! Bardzo się cieszę, że udałam się w nią wraz z bohaterami „Miasta mosiądzu” S.A. Chakraborty!

Nahri to młoda kobieta o wielu talentach. “Niegdysiejsza  kieszonkowa złodziejka” jest obecnie sprytną naciągaczką, żerującą na ludzkiej głupocie i naiwności. Z łatwością wyciąga od osmańskich arystokratów spore sumy pieniędzy, zalecając im kosztowne kuracje, mające uleczyć dolegliwości, na które rzekomo cierpią. Ale Nahri potrafi też „zdiagnozować chorobę lepiej niż osobisty lekarz sułtana” i zajmuje się odprawianiem obrzędów,  bo „wiara w opętanie była w Kairze równie rozpowszechniona, jak wiara w magię. Złe duchy obciążano odpowiedzialnością za wszystko”. Podczas obrzędu zar, mającego na celu wypędzenie demona z ciała kilkunastoletniej dziewczynki,  Nahri niechcący przywołuję Darę i od tego momentu jej życie wywraca się do góry nogami. Dlaczego nagle tajemnicze stworzenia, o których istnieniu nie miała pojęcia, chcą jej śmierci? Kim naprawdę jest Nahri i czemu zawdzięcza swoje niezwykle umiejętności?

Gdybym miała wymienić swoje ulubione gatunki literackie, fantastyka znalazłaby się na jednym z ostatnich miejsc. Nie przepadam za powieściami fantasy i sięgam po nie niezwykle rzadko, najczęściej w sytuacjach podbramkowych, kiedy już naprawdę nie mam pod ręką innej lektury. Dlaczego zatem zdecydowałam się przeczytać „Miasto mosiądzu” S.A. Chakraborty? Bo ogromnie spodobała mi się okładka. Nie sposób oderwać od niej wzroku! Na szczęście „zawartość” okazała się równie atrakcyjna, co przyciągające wzrok „opakowanie”, i przez blisko sześćset stron naprawdę świetnie się bawiłam w towarzystwie dżinnów, czyli starożytnych duchów, które „siały postrach w sercach twardych wojowników i doświadczonych kupców od Maghrebu do Hindu”, zwodziły i zastraszały ludzi. Autorce udało się wyczarować świat mieniący się tysiącem barw i pachnący egzotycznymi przyprawami. Książka ma niepowtarzalny klimat, ale „Miasta mosiądzu” nie czytałby się tak rewelacyjnie i z takim zaangażowaniem, gdyby nie fenomenalny duet Nahri/Dara. Mogłoby się wydawać, że „dumny wojownik dewa i skłonna do intryg człowiecza złodziejka nie pasowali do siebie”, ale między tymi postaciami jest niesamowita chemia. Od momentu, w który na kartach powieści pojawił się Dara – a wejście miał przezabawne –  wiedziałam, że będzie on moim ulubionym bohaterem. Któż inny chowałby urazy przez jedenaście stuleci? Na początku trochę irytowały mnie fabularne przeskoki do Dewabadu, w którym poznajmy Ali’ego, próbującego „kroczyć ścieżką pomiędzy lojalnością wobec rodziny i wobec tego, co słuszne”, ale z czasem się do niego przekonałam.

„Miasto mosiądzu” to pierwsza część trylogii. Zakończenie mnie zasmuciło, ale nie tak bardzo, jak fakt, że nie mogę od razu przeczytać drugiego tomu. Mam nadzieję, że wydawnictwo We need Ya nie każe mi zbyt długo czekać na kolejne spotkania z mieszkańcami Dewabadu. Jestem przekonana, że nawet czytelnicy, którzy nie przepadają za fantastyką, będą zachwyceni światem i bohaterami wykreowanymi przez S.A.Chakraborty. „Niech wasz ogień płonie jasno!”

“Miasto mosiądzu” oraz inne książki młodzieżowe fantasy,  znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *