“Motyl i burza” – Walter Lucius

Pierwsza część trylogii Hartlandzkiej Waltera Luciusa zareklamowana jest jako „holenderska odpowiedź na Millenium Stiega Larssona”. „Motyl i burza” to oryginalny i trzymający w napięciu, dobry thriller książka, od którego nie sposób się oderwać, ale po zakończonej lekturze miałam mieszane uczucia, bo o ile autor spisał się na piątkę, to Wydawnictwo Amber zasłużyła na dwóję z minusem.

Jedna książka, ale dwie skrajnie różne oceny:

#1 Motyl i burza – Treść

Pierwsza ocena dotyczy samej fabuły „Motyla i burzy” i może być tylko i wyłącznie pozytywna. Dramatyczna historia ma swój początek w Lasku Amsterdamski, gdzie dochodzi do makabrycznego zdarzenia. Potrącone zostaje kilku letnie dziecko ubrane w tradycyjny strój afgańskiej tancerki, a kierowca zbiega z miejsca wypadku. Kiedy ofiara zdarzenia drogowego trafia do szpitala, przebywa w nim pochodząca z Afganistanu dziennikarka poczytnej amsterdamskiej gazety. Farah Hafiz jako jedyna zrozumie słowo wyszeptane przez dziecko w języku dari i postanowi rozpocząć prywatne śledztwo, by odkryć, co tak naprawdę wydarzyło na leśnej drodze, a przy okazji zmierzyć się z własnymi wspomnieniami, bo „tak długo, jak długo nie poznamy tajemnic przeszłości, nie możemy się tak naprawdę zwrócić ku przyszłości”.

Na tle setek innych thrillerów „Motyla i burzę” wyróżniają przede wszystkim nietuzinkowi bohaterowie. Żadna z postaci nie jest narysowana grubą kreską, to osobowości pełne sprzeczności, walczące ze swoimi demonami, często bez powodzenia. Autor „Motyli i burzy” jest rodowitym Holendrem, ale na swoich bohaterów wybrał imigrantów z różnych zakątków świata. Przebojowa dziennikarka i mistrzyni sztuk walk Farah Hafiz jest Afganką urodzoną w Kabulu, którego ojca zamordowano podczas rewolucji. Pomagający  jej detektyw Joshua Calvino to w połowie Włoch, nazywany przez swoich współpracowników „Italiańcem”,  jego partner Marouan Diba przyjechał do Amsterdamu z Marrakeszu, a przełożony ma indonezyjskie korzenie. Holandia jawi nam się jako kraj nowoczesny, tolerancyjny i otwarty na uchodźców, ale w kilku scenach Walter Lucius ukazuje nam zupełnie inne oblicze swojej ojczyzny, w której media promują prawicowych polityków, nawołujących do zamknięcia granic przed falą imigrantów, a bogata żona celebryty napuszcza na policjantów ochroniarzy, bo według niej stróże prawa wyglądają zbyt cudzoziemsko, a więc podejrzanie.

Wielkim autorem powieści jest też świetnie poprowadzone śledztwo. Lucius po mistrzowsku buduje napięcie i umiejętnie myli tropy, bo „w tej sprawie było coś nieuchwytnego. Wydawało się, że człowiek widzi już dokładnie jej zarysy, lecz w tle ciągle poruszały się jakieś cienie, zaciemniające tylko i mącące cały widok”.

#2 Motyl i burza – Wydanie

Druga ocena dotyczy polskiego wydania „Motyla i burzy” i jest skrajnie negatywna,  bo książka została wydana niechlujne. Zszokowała mnie liczba błędów.  Mam wrażenie, że nikt nie przeczytał uważnie tekstu przed wysłaniem go do druku, a przecież powieść przeszła redakcję i korektę! Nie po raz pierwszy spotykam się z literówkami, one się zdarzają nawet w najlepszych wydawnictwach, ale nigdy nie znalazłam tylu w jednym utworze – „telwizja”, „tym” zamiast „ty” i „wtedy miałbyś mnie z głosy”. Do tego mnóstwo błędów stylistycznych, interpunkcyjnych i nagminne powtarzanie wyrazów, np. „Evelien jednak była jednak od lat”. Koszmar. Nie lubię czepiać się szczegółów, ale co za dużo, to niezdrowo.

„Motyl i burza” zasługiwał na przyzwoite wydanie, bo to naprawdę bardzo dobra książka, która spodoba się fanom klasycznych thrillerów. Warto przeczytać „Motyla i burzę”, by przekonać się, czy „szczęśliwe zakończenie spotka się tylko w bajkach. A bajki mogą istnieć tylko w cieniu śmierci”. Na błędy po prostu trzeba przymknąć oko, by móc w pełni delektować się lekturą.

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *