“Najcenniejszy podarunek” – Klaudia Bianek

Rzadko zdarza mi się trafić na książkę, która wywarła by na mnie aż tyle emocji jak ta konkretna. „Najcenniejszy podarunek” nie porwał mnie jednak swoją fabułą, bo praktycznie jej nie ma, ani też bohaterami, którzy są płascy i boleśnie sztuczni. To co wywołało u mnie taką falę uczuć (podkreślę, że niestety negatywnych) to absolutny brak konsekwencji w prowadzeniu historii i drętwy język, w jakim jest ona spisana. Naprawdę nie zdarza mi się aż tak „jechać” po książce, która z boku może wydawać się zwykłym średniakiem, ale dla tej warto zrobić wyjątek, bo swoim absurdem weszła na wyżyny.

Powieść opisuje szczeniackie zaloty Oskara do Oliwii – dwudziestolatki, której matka wyjechała lata temu za granicę, zostawiając ją, jej młodszą siostrę i ojca, który popadł przez to w alkoholizm. Dziewczyna sama utrzymuje rodzinę, w jej życiu nie ma miejsca dla kogoś nowego. Przynajmniej tak się zarzeka bez jakiegoś wyraźnego powodu.

Zaczynając od dramatycznej strony – autorka starała się przedstawić problem choroby alkoholowej, jednak zabrała się do tego w dziwny sposób. Tata Oliwii nie należy do tych agresywnych, ot pije i leży w kącie całymi dniami. Oczywiście to i tak ogromny cios dla jego córek, jednak młodsza w zasadzie przez lata problemu nie widzi, a główna bohaterka poza okolicznościowymi kłótniami i wysyłaniem ojca na odwyk nie próbuje mu pomóc, tylko troskliwie pielęgnuje jego nałóg. Z siostrą również sobie nie radzi. Baśka ma piętnaście lat i nie umie obsługiwać mikrofali, jest pyskata i nie ma żadnych obowiązków. Oliwia nie stara się nawet wprowadzić zalążka dyscypliny w swoim domu, przez co musi sama na niego zarabiać, sprzątać i gotować dla wszystkich i w sumie na własne życzenie zrobiła z siebie męczennicę. Jednak to wątek poboczny.

Głównym wątkiem są starania Oskara, sąsiada Oliwii o odwzajemnienie jego uczuć. Jaki jest najromantyczniejszy sposób, żeby zdobyć serce ukochanej? Spotykanie się z inną dziewczyną? Oddanie jej choinki za darmo? Kupienie jej dwóch karpi więcej na święta? A może wszystko naraz? No niestety tak. O ile jeszcze w czymś pokroju „Pięćdziesięciu twarzy Greya” przekupywanie wybranki kosztownymi prezentami i przystojniak-milioner takie zabiegi co najwyżej bawią, ale są nieszkodliwe, tak tutaj mamy romans zbudowany na dosłownym usilnym wkupywaniu się w łaski.

To co jednak bolało mnie najbardziej podczas czytania to pokazywanie kobiety jako tej, która za samo zainteresowanie mężczyzny musi mu odpłacać wszystkim, co tylko może mu dać. Wystarczy, że Oskar jest miły podczas jednej rozmowy, a już wybacza mu się masę poprzednich przewinień. On sam miał już w swoim życiu wiele dziewczyn, ale złości się na Oliwię, kiedy mówi mu, że po ich pocałunku (w nastoletnim wieku) całowała się też z innymi mężczyznami. Typowy kult nienaruszonej kobiety przy jednoczesnym niedostrzeganiu rozwiązłości przedstawiciela płci brzydkiej. Na takich absurdach i hipokryzjach opiera się ta książka.

Styl to osobna historia. Klaudia Bianek pisze w niezwykle oporny sposób. Widać, że nie wypracowała do końca swojego języka literackiego. Starając się unikać powtórzeń stosuje nienaturalnie brzmiące synonimy i całość wypada zbyt podniośle w zestawieniu z miałką treścią. Przez to czyta się nieco opornie, ale na szczęście książka nie należy do tych najdłuższych. W każdym razie polecam sięgnąć po inną pozycję, jeśli nie przepada się za staroświeckim postrzeganiem kobiet i wymaga się od lektury chociaż odrobiny akcji.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Najcenniejszy podarunek” i inne książki new adult znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *