“Nasz dom płonie” – Bonnie Kistler

Specjaliści radzą – jeżeli zostaniesz napadnięta po zmroku w ciemnym zaułku, nie wzywaj pomocy, tylko krzycz, że się pali, bo dzięki temu zwiększysz swoje szanse na ratunek. Z drugiej strony tureckie przysłowie głosi, że kiedy kłamca woła, że jego dom płonie, nikt mu nie wierzy. Nie bez przyczyny właśnie od przytoczenia tej mądrości życiowej rozpoczyna swoją książkę Bonnie Kistler. „Nasz dom płonie” to przejmująca opowieść o stracie, żałobie, rodzinie, wybaczeniu, ale też o tym, jak radzić sobie „ze smutkiem, nienawiścią i rządzą zemsty”.

Pod nieobecność rodziców, którzy postanowi spędzić trochę czasu tylko we dwoje, nastoletni Kip powinien zostać w domu, by opiekować się swoją młodszą siostrą, ale zamiast tego wyrusza na zakrapianą alkoholem imprezę. Chłopakowi zapewne udałoby się ukryć kolejny młodzieńczy wybryk, gdyby nie splot wydarzeń, który zmusza Chrissy do udania się na poszukiwania brata marnotrawnego. W drodze do domu dochodzi do niegroźnego na pierwszy rzut oka wypadku, który – jak się z czasem okaże – na zawsze zmieni życie kilku osób.

Bohaterem zbiorowym „Nasz dom płonie” jest szczęśliwa, patchworkowa rodzina złożona z kobiety po przejściach, mężczyzny z przeszłością i ich dzieci z poprzednich związków. Wszyscy żyją zgodnie pod jednym dachem, kochają się i wspierają. Wydaje się, że nic nie jest w stanie zburzyć tej rodzinnej idylli, ale to tylko pozory. W obliczu tragedii Leigh i Peter staną po przeciwnych stronach barykady, a ich małżeństwo zawiśnie na włosku. Wzajemne pretensje i oskarżenia doprowadzą członków rodziny na skraj przepaści. Czy uda im się podnieść? Czy w ogóle można odbudować swoje życie po stracie ukochanej osoby?

Bonnie Kistler stworzyła ciekawą historię o zwykłych ludziach, którzy próbują się odnaleźć w niezwykłej sytuacji. W swojej powieści podjęła niezwykle delikatny i trudny temat żałoby, bo „dzisiaj już nikt jej nie przestrzega. Osoby pogrążone w żałobie ubierają się kolorowo, po trzech dnia, ewentualnie po tygodniu wracają do pracy. Okazywanie smutku jest uważane za niestosowne. Ktoś, kto nie kryje się ze swoją żałobą, pobłaża sobie i ma za nic uczucia otaczających go ludzi”, a przecież „nie powinniśmy przepraszać za żałobę. Smutek nie czyni nas słabymi. Jest po prostu ceną, którą płacimy za miłość. Żałoba nie działa według rozkładu. Zabiera tyle czasu, ile trzeba, nie ma sensu jej poganiać. Jeżeli będziesz chciała ją przyspieszyć, pociągnie cię z powrotem”.

Gdyby autorka poprzestała na temacie przeżywania żałoby i rozpadu więzi rodzinnych, „Nasz dom płonie” uznałabym za wyróżniającą się propozycje z pogranicza obyczajówki i dramatu, ale Bonnie Kistler poszła o trzy kroki za daleko. Wątek tajemniczej szejkini, która chce się rozwieść z mężem, ale jest siłą przetrzymywana w ambasadzie, jest wydumany i całkowicie niepotrzebny. Podobnie jak historia młodej, ciężarnej dziewczyny ukrywającej się przed mężem. Na końcu Bonnie Kistler serwuje nas sceny rodem z filmów sensacyjnych klasy B, na czele z unoszącym się na głowami bohaterów śmigłowcem. Szkoda, że samemu procesowi autorka poświęciła tak mało miejsca. Jeden z ciekawszych wątków rozgrywa się na marginesie innych zdarzeń, które do historii wnoszą niewiele, albo nic.

„Nasz dom płonie” z pewnością przypadnie do gustu wielbicielkom ( ale i wielbicielom!) książek obyczajowych. To ciekawe studium żałoby i rozpadu rodziny, chociaż momentami miałam wrażenie, że Bonnie Kistler chciała swoją powieść utkać ze zbyt wielu historii. Wydaje mi się, że w wypadku tak delikatnego tematu, lepszym pomysłem byłoby postawienie na prostotę. Nie od dziś wiadomo, że co za dużo, to nie zdrowo. Nie zmienia to jednak faktu, że książkę przeczytałam z dużym zainteresowanie. „Nasz dom płonie” wciąga i skłania do głębszych refleksji nad życiem i przemijaniem.

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *