“Nimfomanka” – Sonia Rosa

„Czułam się szczęśliwa, kochana i zauważona. Nie byłam już niewidzialna, nieważna i lekceważona. W końcu ktoś mnie dostrzegał” – to od tego momentu zaczęły się problemy Anity. Niespełna czternastoletnia dziewczyna pierwszy raz od śmierci babci doświadczyła jakiegokolwiek zainteresowania od drugiej osoby. Tak bardzo tęskniła za tym uczuciem, że kiedy już się pojawiło, nie chciała, aby znów miało okazję zniknąć. Była gotowa na coraz więcej i więcej, by móc chociaż przez chwilę napawać się czyjąś bliskością. Samotność popychała ją do jeszcze śmielszych działań, aż w końcu Anita utraciła kontrolę nad własnym życiem.

Sonia Rosa porusza w swojej książce temat uzależnienia. Z samego założenia nie jest to erotyk, a bardziej analiza psychologiczna. Odnoszę jednak wrażenie, że autorka nie do końca umiała zdecydować się na podążanie z fabułą w konkretnym kierunku. Rzeczywiście, w powieści dominuje ból, desperacja i całe morze smutku oraz zwątpienia. Niestety pod tą osłonką dostajemy też opisy rodem z „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. W mojej ocenie jest ich za dużo. Rozumiem specyfikę problemu, jednak jestem przekonana, że dało się go oddać bez tego nadmiaru wulgarności. Sama bohaterka intryguje mnie na tyle, że wystarczyłyby mi jej przemyślenia i wspomnienia. Nie potrzebuję informacji o każdym jej ekscesie, bo czuję, że one dodatkowo ją pogrążają. Przez ich ilość przypadek Anity z czasem zaczyna się wydawać nie do pohamowania. A już od samego początku mocno jej współczułam i nie chciałam godzić się z taką wizją. Wróćmy jednak do historii kobiety.

W młodym wieku została obiektem zainteresowania dużo starszego mężczyzny, ojca jej koleżanki. Woził ją autem, zabierał na lody, a gdy byli sami, gładził ją po udzie… Dalej się nie posunął. Wyjechał nagle, a Anicie została po nim bransoletka z serduszkiem, którą jej podarował. Choć dziewczyna już wtedy częściowo zdawała sobie sprawę z jego dwuznacznych zamiarów, to jego brak w jej życiu wywołał uczucie pustki. Częściowo w swoich myślach zastępowała nim ojca, a teraz znowu została sama. Dziadek nie dawał jej zbyt wiele miłości i empatii, dlatego rozpoczęła poszukiwania kogoś, kto ją doceni. Ten stan trwa do dziś i wydaje się, że nic go nie może przerwać. Anita wikła się w kolejne romanse i jednonocne przygody, żeby poradzić sobie z samotnością. Robi to niezależnie od własnej woli. Najczęściej nie czerpie z tego żadnej przyjemności, radości ani nawet satysfakcji. Zwyczajnie nie potrafi się powstrzymać.

Historia tytułowej nimfomanki złapała mnie za serce. Widać, że Anita potrzebuje wsparcia i akceptacji, a nie ma nikogo, kto ją nimi obdarzy. Mam jednak pewne „ale”. Wydaje mi się, że Sonia Rosa jest nieco stronnicza w swojej narracji. Sporo ma do zarzucenia mężczyznom, którzy są tacy skorzy do zdrady i przygód i wykorzystują trudną sytuację osoby chorej. Generalnie wrzuciła wszystkich do jednego wora i przedstawiła bardzo krzywdzący obraz płci męskiej. Już na samej okładce znajduje się hasło „Nimfomanka. Takie zabawne słowo. Faceci naprawdę szeroko się uśmiechają, gdy je słyszą…”. Dla mnie to spore nadużycie. Ludzie naprawdę są świadomi istnienia chorób psychicznych i uzależnień, a przytoczony opis pasuje mi do niedojrzałych chłopców, w których jeszcze buzują hormony. Gdyby nie ten element, to książkę oceniłabym nieco lepiej, ale i tak nie jest źle. Wciąż mamy tu oryginalną opowieść, z którą warto się zapoznać.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Nimfomankę” i inne książki Soni Rosy znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *