“Noc w Berlinie” Grzegorz Kozera

„Oto historia, którą chcę wam opowiedzieć, jedna z tysiąca, jakie rozegrały się w tamtym czasie w obcym mi kraju. Dla mnie ważna ze względu na ludzi, którzy się w niej pojawiają, a których nigdy nie spotkałem. A chociaż minęło wiele lat, mam wrażenie, że znam ich bardzo dobrze”. Podobne wrażenie odniesie czytelnik, który sięgnie po „Noc w Berlinie”, bo Grzegorzowi Kozerze udało się coś, co polskim autorom udaje się niezwykle rzadko: jego bohaterowie są tak boleśnie prawdziwi, że aż trudno uwierzyć, że nie przechadzali się po Unter den Linden w latach trzydziestych ubiegłego wieku. „Noc w Berlinie” to trzeci – po „Berlin, późne lato i „Królikach Pana Boga” – tom trylogii niemieckiej, ale na szczęście dla wszystkich, którzy przegapili wcześniejsze powieści Grzegorza Kozery, każdą część można czytać jako samodzielną powieść.

Joachim Werner od najmłodszych lat przejawiał wielki talent, ale przyszło mu żyć w wyjątkowo niespokojnych czasach. Synowi zafascynowanej postacią Róży Luksemburg i marzącej o wybuchu rewolucji socjalistycznej polskiej Żydówki oraz niemieckiego anarchisty nie było łatwo wkroczyć na berlińskie salony, ale dzięki wytrwałości, ciężkiej pracy i odrobinie szczęścia, udaje mu się osiągnąć oszałamiający sukces. Joachim Werner z chłopaka, który często chodził głodny i zarabiał marne grosze, sprzedając na ulicy swoje rysunki, przeistacza się w szanowanego malarza, którego pracę wystawiane są w prestiżowej galerii. Rozchwytywany artysta nie może narzekać na brak zainteresowania strony płci pięknej, ale dopiero spotkanie z młodą skrzypaczką sprawi, że jego serce zabije mocniej. Milena i Joachim żyją jednak w czasach, „które nie służą miłości”. Do władzy dochodzą naziści, a na ulicach Berlina zaczyna królować terror.

„Noc w Berlinie” podzieliłabym na dwie części.  Pierwsza poświęcona jest artyście i procesowi tworzenia, drodze utalentowanego chłopaka, który dopiero ma się stać wielkim artystą. Od samego początku zafascynował mnie Joachim. Ta postać ma w sobie coś magnetycznego. Z ogromnym zainteresowaniem obserwowałam, jak Werner uczy się „wydobyć z obrazu to, czego nie widać gołym okiem, a co kryje się wewnątrz, niezależnie czy jest to piękna kobieta, stary dom czy bukiet kwiatów”, a potem osiąga mistrzostwo w malowaniu aktów, bo „nieważne, czy kobieta jest młoda, czy dojrzała, ładna czy brzydka, czy jest szlachetnie urodzoną damą, czy prostytutką”: w każdej stara się „dostrzec piękno i pokazać je na płótnie”. W pracach Joachima jest „prawda rozdzierająca duszę”, a „tego ludziom trzeba, wyzwolenia i prawdy!”, chociaż odrobina nagości też nie zaszkodzi. Rozdziały, w których możemy podglądać autora przy pracy, przeczytałam jednym tchem. W drugiej części „Noc w Berlinie” autor skupił na relacji Joachima z Mileną i sugestywnym ukazaniu zmian, jakim uległo życie ludzie po dojściu Hitlera do władzy. Nawet podziwiani do tej pory artyści zostają zepchnięci na margines, bo są Żydami. Taki los spotyka Joachima i jego przyjaciół. Nagle znani malarze, pisarze, dziennikarze, muzycy zaczynają żyć „pogrążeni w mroku”, bo “światło księżyca jest za słabe, by rozproszyć ciemność, która ogarnęła Niemcy, poza tym na niebie jest coraz więcej ciężkich chmur. Najgorsze, że nie da się przewidzieć, czy doczekamy kiedykolwiek świtu”. I właśnie w takim mroku bohater odnajduje prawdziwą miłość.

„Noc w Berlinie” nie jest książką, która miały najmniejsze nawet szanse trafić na szczyty list bestsellerów, na których od lat królują erotyki i kryminały. Autor nie schlebia masowym gustom. Może po prostu nie interesuje go, „co lubią czytać ludzie”, a to, co „on chce przekazać, pisząc”. „Jeśli ktoś potrzebuje lekkiej lektury, niech sobie kupi i przeczyta romans dla kucharek”, a czytelnikom, którzy chcą przeżyć niezwykłą „Noc w Berlinie”, polecam powieść Grzegorza Kozery.

“Noc w Berlinie” oraz inne książki z literatury pięknej znajdziecie na stronie internetowej selkar.pl

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *