„Norwegia oczami łowców zórz” Katarzyna Ogińska-Siedlak i Robert Musioł

„Mimo krwawego charakteru swojej nazwy polowanie na zorzę należy do jednej z najbardziej przyjaznych zarówno środowisku, jak i zwierzętom aktywności. Komuś, kto po raz pierwszy próbuje swoich sił w konfrontacji z naturą, wszystko może się wydawać zawiłe i tajemnicze, ale wystarczy zdobyć choć odrobinę wiedzy z kilku kluczowych dziedzin i wieczór ostatecznie zakończy się sukcesem. Zorza polarna to zjawisko, które odciska silne i niesamowite piętno na człowieku, dlatego z całych sił pragniemy, aby każdy mógł tego chociaż raz w życiu doświadczyć”. Dlaczego zorza polarna tak nas fascynuje? Co sprawia, że ludzie przybywają z najodleglejszych zakątków świata, by podziwiać jej taniec na niebie? Jak przygotować się do polowania na Aurorę Borealis? Jeżeli chcecie się tego dowiedzieć, koniecznie sięgnijcie po książkę Katarzyny Ogińskiej – Siedlak i Roberta Musioła zatytułowaną „Norwegia oczami łowców zórz”.

Kim jest łowca zórz? Czy w ogóle jest taka profesja czy to jakiś wymysł marketingowy? „Oczywiście znajdą się tacy, którzy powiedzą, iż nie jest o żaden zawód, a zorzę polarną można sobie samemu oglądać z ogródka. Jasne, że profesji łowcy zórz nie można się wyuczyć w technikum czy na studiach o Aurorze Borealis (takie nie istnieją), ale na świecie jest całe mnóstwo zawodów, które zrodziły obecne potrzeby”. A potrzeby są ogromne, bo nie znam nikogo, kto nie chciałby obejrzeć tego niezwykłego spektaklu  na niebie. Do tej pory wydawałoby mi się, że nie trzeba się jakoś specjalnie przygotowywać, no może poza zakupem odpowiedniego ubioru, do polowania na zorzę polarną, ale autorzy „Norwegii oczami łowców zórz” wyprowadzili mnie z błędu.

Książka składa się z trzech części. Pierwsza została poświęcona Północnej Norwegii. Dowiemy się z niej, gdzie tak naprawdę leży mityczna Północ, dlaczego dla jej mieszkańców południe to „dość ambiwalentne pojęcie, mogące oznaczać, Tromsø, Oslo, jak i Wyspy Kanaryjskie”, czym jest friluftsliv, gdzie powinniśmy pojechać, by zobaczyć niezwykły monument upamiętniający dziewięćdziesiąt jeden osób spalonych na stosach, z jakiego powodu domy w tym rejonie świata malowano na czerwono i czy łososie faktycznie mają kolor łososiowy? W drugiej części autorzy skupiają się już na samym zjawisku zorzy polarnej. Jak powstanie i dlaczego? Kiedy najlepiej polecieć do Norwegii, żeby mieć największe szanse na jej podziwianie? W książce znajdą też coś dla siebie amatorzy fotografii, a dzięki zawartej w niej wskazówkom polowanie na zorze i uwiecznianie jej na zdjęciach zakończy się pełnym sukcesem. W tej części możemy się też bliżej przyjrzeć pracy łowców burz. Bardzo podobały się fragmenty „Z dziennika przewodniku”. Szczególnie rozbawił mnie ten o pewnej gwieździe chińskiej sceny muzycznej. Ostatnie strony „Norwegii oczami łowców zórz” to praktyczne porady, dzięki którym świadomie wybierzemy najlepszą dla nas trasę, a pobyt w tym pięknym kraju nie będzie kosztował nas fortuny. Teraz już wiem, że podróżując przez Norwegię samochodem trzeba uważać na policjantów przykrytych siatką maskującą, leżących na rondzie albo ukrywających się za kontenerami na odpady…

Pięknie wydana i napisana z humorem „Norwegia oczami łowców zórz” nie jest tradycyjnym przewodnikiem, ale znajdziemy w niej wiele ciekawostek i mnóstwo zachwycających zdjęć. „Ta książka to rzetelne źródło informacji, dzięki niej można odnieść sukces podczas polowania na zorzę i owocnie wykorzystać czas na zwiedzanie”, ale też dowiedzieć się więcej na temat życia na Północy. Dlaczego na norweską domówkę trzeba przynieść własny alkohol? Z jakiego powodu na Svalbardzie nie można ani umrzeć, ani się urodzić? „Norwegię oczami łowców burz” przeczytałam z ogromną przyjemnością i polecam ją wszystkim, ale szczególnie czytelnikom, którzy w najbliższym czasie planują zapolować na zorzę polarną.

„Norwegia oczami łowców zórz” oraz inne książki znajdziecie w księgarni online selkar.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.