“Odmęt” Jacek Łukawski

„Badania Davida Bussa wykazały, że statystycznie aż dziewięćdziesiąt jeden procent mężczyzn i osiemdziesiąt cztery procent kobiet choć raz w życiu życzy komuś śmierci, a nawet wyobraża sobie, że tę osobę zabija. Niemal nikt tych fantazji nie urzeczywistnia. Niemal…”.

Chęciny to niewielkie, bo liczące niespełna cztery i pół tysiąca mieszkańców, miasto w województwie świętokrzyskim, położone piętnaście kilometrów od Kielc. Jego najważniejszym zabytkiem są ruiny zamku pochodzące z przełomu trzynastego i czternastego wieku. To właśnie w tej miejscowości akcję swojej powieści umieścił Jacek Łukawski. Wraz z pechowym dziennikarzem Damianem Wolczukiem, który utknął w Chęcinach na kilka dni, ruszymy tropem nieuchwytnego mordercy…

Nieszczęścia chodzą parami. Damian w ciągu jednego dnia stracił pracę i ukochaną kobietę. Ponoć „pewne rzeczy dzieją się w konkretnym celu i warto mieć oczy szeroko otwarte. Korzystać z tego, co daje los”. Dlatego bohaterowi nie pozostaje nic innego, jak wyjechać z Warszawy i podjąć próbę odbudowania swojego życie z dala od stolicy, ale w drodze do Krakowa zostaje zepchnięty z jezdni przez rozpędzone auto. Wolczuk nie ma wyboru. Musi zostać w Chęcinach, dopóki policja nie dokona oględzin miejsca wypadku. Tymczasem w miasteczku dochodzi do tajemniczego zgonu młodej kobiety, funkcjonariusze wydobywają z wody aż cztery ciała uczestników firmowej imprezy, a na budowie ma miejsce dziwny incydent z udziałem operatora koparki. Czy te wydarzenia są ze sobą powiązane? Jaki związek z nagłymi zgonami w Chęcinach ma sprawa makabrycznej zbrodni sprzed lat?

Teoretycznie wszystko jest w jak najlepszym porządku. Mamy bohatera z burzliwą przeszłością, żmudne dochodzenie prowadzone przez policjantów z małego miasteczka, którego mieszkańcy skrywają mroczne sekrety, a nawet szczyptę mistycyzmu i mrożącą w krew w żyłach legendę o opętaniu przez siły nieczyste. Powinna wyjść z tego „intrygująca i mroczna kryminalna opowieść” (Wojciech Chmielarz), a czytelnik powinien zachwycić się „niezwykłym nastrojem i klimatem historii” (Jakub Ćwiek). Ale nic z tego. Cierpliwości wystarczyło mi na pierwsze cztery rozdziały, potem odliczałam już strony do końca książki. Lektura dłużyła mi się niemiłosiernie, a napięcia było w „Odmęcie” jak na lekarstwo. Akcja rozwija się tak wolno, że momentami miałam ochotę odłożyć powieść na półkę. A wszystko przez długaśne, straszliwe nudne opisy codziennych czynności: mężczyzna jedzie autobusem, mężczyzna siedzi w lokalu i zastanawia się, co zamówić, mężczyzna się pakuje… Prawie pięćset stron tekstu, a przez około trzysta nie dzieje się nic ciekawego. Do tego bohaterowie noszą imiona Damian, Darek i Daniel. Dla wygody czytelnika warto by było je trochę bardziej zróżnicować. Zanim zapamiętałam nazwiska i wykonywane zawody, panowie zwyczajnie mi się mylili. Jeżeli chodzi o zakończenie, to rozumiem, że w założeniu miało być niesamowicie zaskakujące, ale jeśli ktoś przeczytał w życiu kilka kryminałów, to dobrnąwszy do ostatnich stron „Odmętu” jedynie wzruszy ramionami, ewentualnie się skrzywi albo parsknie śmiechem. Ten chwyt został wykorzystany już w tylu książkach i tylu  filmach, że nie sposób ich zliczyć.

„Odmęt” okazał się sporym rozczarowaniem. Książka mnie nie wciągnęła, a momentami naprawdę zmęczyła. Historia miała ogromny potencjał, ale został on wykorzystany w jakiś trzydziestu procentach. „Odmęt” mnie nie porwał, ale muszę przyznać, że dzięki lekturze nabrałam ochoty na odwiedzenie chęcińskiego zamku, więc czasu spędzonego z powieścią Jacka Łukawskiego nie mogę uznać za całkowicie stracony.

Zapraszamy do odwiedzenia strony księgarni internetowej selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *