“Ósmy Cud Świata” – Magdalena Witkiewicz

Każdy ma swój mały, prywatny „ósmy cud świata”. Dla Ani pod tym pojęciem kryje się dziecko – jej największe pragnienie. Lata jednak mijają nieubłaganie, a szansa na potomstwo niebezpiecznie maleje, niemalże do zera. Kobieta tkwi między marzeniem a desperacją, nie potrafiąc ułożyć sobie życia. Wyznając zasadę przekazaną jej przez ojca, postanawia udać się w daleką podróż, żeby nabrać dystansu do swoich problemów, które, jak wiadomo, z daleka wydają się mniejsze.

Ania to skomplikowana bohaterka. Postępuje notorycznie nielogicznie, zupełnie bez namysłu. Elokwencją też nie błyszczy, więcej robi niż mówi czy wyjaśnia. Ciągle wikła się w związki bez przyszłości, poszukując tego mitycznego uczucia, o którym rozpisuje się tyle książek – miłości. Z drugiej strony jej rozterki są zupełnie zrozumiałe, takie szczere. Społeczeństwo wywiera na nią ogromną presję, rzucając w jej stronę tekstami pokroju „Kto ci na starość poda szklankę wody”. Kobieta zdaje się być zmanipulowana przez system, zagubiona. Oczywiście, sama jest świadoma, że potrzebuje miłości. Natomiast to, że to dziecko musi obdarzyć tym uczuciem insynuuje jej rodzina i znajomi. Praktycznie namawiają ją na jednonocną przygodę z kimkolwiek, kto się nawinie, tylko po to, by zaszła w ciążę. Nie zazdroszczę takich bliskich.

Anna najdłuższą relację przeżyła ze swoim szefem, Jackiem. Dobrze się dogadują, ich romans kwitł w najlepsze, a oni zaczęli się stopniowo od siebie uzależniać. I choć było im ze sobą dobrze, Ania nie potrafiła go pokochać. Ta myśl tak ją dołowała, że postanowiła wziąć urlop i wybyć – jak najdalej stąd. Padło na Wietnam. A tam poza fascynującym klimatem, jedzeniem i widokami znalazło się coś jeszcze, a raczej ktoś. Tomasz. W sercu dojrzałej singielki wreszcie coś drgnęło. Czy to przypadkowe spotkanie, czy może los wziął sprawy w swoje ręce? Spędzają razem zaledwie kilka dni. I upojnych nocy. To dla Ani przeżycie fizyczne, psychiczne i zarazem duchowe. To tego właśnie szukała przez tyle lat.

W pewnym momencie główna bohaterka staje na rozdrożu. Przecież nie o faceta tu chodzi, a o dziecko. Może Tomasz mógłby zostawić po sobie coś więcej niż miłe wspomnienia? Małą cząstkę siebie, która przemieni się w kogoś, kogo Anna mogłaby kochać. Kiedy targają nią sprzeczne emocje, oliwy do ognia dolewa faks od prawnika Tomasza. Wszystko staje na głowie i rozpoczyna się fala nieporozumień i niedomówień, która może na zawsze przekreślić szczęście obojga.

Najabsurdalniejszą rzeczą był dla mnie nagły romans głównych postaci. Owszem, różnie bywa, ale dwójka nieznajomych, leczących swoje traumy, nie rozmawiających ze sobą za wiele, nagle się zakochuje? Czy to Wietnam wpływa tak na ludzi? Ich relacja nie jest w zasadzie niczym podbudowana, umotywowana. A nie jest opisywana jako wakacyjna przygoda, tylko błyskawicznie rodzące się uczucie. I oczywiście oboje są piękni, szaleni i choć koło czterdziestki to niesamowicie naiwni. Ten fragment dla mnie był mocno naciągany, ale mimo to ciekawy.

Książkę pochłonęłam w jeden dzień, wciąga diabelsko, więc ostrzegam! Postaci nie są zbyt „milusie”, ale bardzo bliskie realiom. Każdy zajmuje się sobą i swoimi problemami, popełnia masę błędów i opycha się lodami, gdy mu smutno. Niby tak prosto, zwyczajnie, a czyta się rewelacyjnie. Nie jest za wesoło, ale też nie depresyjnie i zdecydowanie nie wieje nudą.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

Książki Magdaleny Witkiewicz znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *