“Parabellum t. 2 Horyzont zdarzeń” – Remigiusz Mróz

Czy istnieje coś takiego jak „klątwa sequeli”? Biorąc pod uwagę moje czytelnicze doświadczenia z ostatnich lat, dochodzę do wniosku, że faktycznie coś jest na rzeczy. Odgrzewanie literackiego kotleta to jeden z grzechów głównych autorów wielotomowych serii. Pisarz, szczególnie debiutujący, pragnie zaprezentować się jak najlepiej, zdobyć czytelników, więc w pierwszej książce wykorzystuje wszystkie najlepsze pomysły, a potem okazuje się, że na drugą część nie wystarczyło już wyobraźni, polotu, i autor w odtwórczy sposób zaczyna wykorzystywać motywy z wcześniejszej powieści . Z lekkim niepokojem zabrałam się za lekturę „Parabellum. Horyzont zdarzeń”, ale na szczęście moje obawy tym razem okazały się całkowicie bezzasadne.

Jest pierwszy października 1939 roku. Maria i Staszek kontynuują swoją podróż w stronę niemiecko – francuskiej granicy, ale Christian Leitner, którego przebiegła para fałszywych reporterów poniżyła i ośmieszyła, nie ma zamiaru odpuścić i zawzięcie kontynuuje pościg. Bronka i spółkę czeka pierwsze starcie z wrogiem ze wschodu, które zakończy się tragicznie, bo „niektórzy twierdzili nawet, że Rosjanie zabijają każdego, kogo złapią z karabinem czy pistoletem. Czerwonoarmiści robili, co im się żywnie podobało. (…) Wehrmacht to cywilizowane wojsko, przestrzegające elementarnych praw wojennych, natomiast Armia Czerwona przypomina zbieraninę kryminalistów, którzy nie znają umiaru w zadawaniu cierpienia”. Bohaterowie nadal podążają w różnych kierunkach, ale przeznaczenia ma wobec nich swoje plany.

Podobnie jak w pierwszym tomie wydarzenia w „Parabellum. Horyzont zdarzeń” rozgrywają się na przestrzeni zaledwie kilku tygodni, ale tempo akcji jest zawrotne. Autor po raz drugi wykorzystuje motyw wędrówki, ale mam wrażenie, że tym razem sprawdził się on nawet lepiej niż  w „Prędkości ucieczki” – pojawiają się nowi gracze, goniący staje się zwierzyną, następuje zaskakują zamiana ról, plany bohaterów ulegają ciągłym zmianom i zawiązywane są zaskakujące sojusze, a wszystko to rozgrywa się w cieniu pasjonującego bratobójczego pojedynku na śmierć i życie. Bardzo się cieszę, że Remigiusz Mróz nieco rozbudował postać Osmunda Kremmera, bo każde pojawienie się sympatycznego ziemianina, nawet w najbardziej dramatycznych okolicznościach,  wywoływało na mojej twarzy uśmiech – „był tak skamieniały z przerażenia, że mógłby dostać Oscara za rolę pierwszoplanową w filmie, który opowiadałby o głazie”. „Parabellum. Horyzont zdarzeń” jest znacznie brutalniejsze od „Prędkości ucieczki”, szczególnie za sprawą pojawienia się czerwonoarmistów. Momentami nie mogłam już znieść opisów napaści, bicia, gwałtów, tortur i innych przejawów bestialstwa w najczystszej postaci, bo są one przestawiane z niespotykaną, i co za tym idzie – trudną w odbiorze– dbałością o szczegóły. Tym razem oprawcy nie mają już przystojnej twarzy Christiana Leitnera czy jego przyjaciela Marvina Rodemeyera i nie znają litości, a za ich plecami trwa rozgrywka o najwyższą stawkę. Ze swojego biura w samym sercu Berlina tajemniczy i bezwzględny Cerber nadal pociąga za wojenne sznurki.

„Parabellum. Horyzont zdarzeń” to znakomita kontynuacja bardzo udanej „Prędkości ucieczki”. Co więcej, drugi tom bije na głowę pierwszy pod względem tempa i niespodziewanych zwrotów akcji. Historia jest spójna i wciągająca, akcja nie zwalnia ani na chwilę, bohaterowie, których nie sposób nie polubić, stają przed nowymi, o wiele trudniejszymi wyzwaniami, ale powieść nie pozbawiona jest humoru, dzięki czemu łatwiej się znosi liczne opisy wymyślnych tortur. Tym razem mamy do czynienia z rzadko spotykanym przypadkiem, w którym literacki „sequel” jest lepszy od pierwszej książki. Zachodzę w głowę, czym autor mnie zaskoczy w „Głębi osobliwości” – trzecim i najdłuższym tomie serii Parabellum.

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

Serię “Parabellum” i inne książki historyczne znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *