“Podglądaczka” Caroline Eriksson

Sąsiedzi potrafią skutecznie uprzykrzać sobie życie. Jeden w środku nocy słucha głośno muzyki, drugi bladym świtem chwyta za wiertarkę albo młotek. Często słyszymy o sąsiedzkich awanturach, które kończą się rozlewem krwi. Jednak czasami życzliwy człowiek za ścianą okazuje się prawdziwym skarbem, który bezinteresownie poratuje nas w kryzysowej sytuacji. Bohaterka „Podglądaczki” Caroline Eriksson  na pierwszy rzut oka wydaje się być sąsiadką doskonałą. Jest cicha, spokojna, nikomu nie wchodzi w drogę, ale jak to bywa w thrillerach psychologicznych – Elena skrywa mroczny sekret, a nadmiar wolnego czasu wykorzystuje na podglądanie ludzi, którzy mieszkają w domu naprzeciwko.

Młoda pisarka przechodzi trudny okres. Jest w próbnej separacji z mężem, przeprowadziła się do nowego lokum na przedmieściach  i od dawna nie może znaleźć pomysłu na nową książkę, a przecież „dobre historie czają się wszędzie, czasem tam, gdzie człowiek najmniej się ich spodziewa. Trzeba tylko mieć oczy szeroko otwarte”. Zamiast pracować nad kolejną powieścią, zajmuje się redagowaniem cudzych tekstów i wyglądaniem przez okno. Jej zainteresowanie wzbudza rodzina Stormów – przystojny adwokat Filip, jego szalenie atrakcyjna żona Veronica i nastoletni syn Leo. W małżeństwie sąsiadów nie dzieje się najlepiej i Elena zaczyna podejrzewać, że awantury doprowadzą wreszcie do tragedii.

„Wszystko idzie tak szybko, a jednak moment ten ciągnie się w nieskończoność. Żona się zbliża, jest tuż obok. Podnosi rękę, potem drugą. Zaraz spadnę, zaraz uderzę o ziemię. Zaraz będzie po wszystkim. Trzy, dwa, jeden. Już.”. Po takim początku spodziewałam się obiecanego na okładce „niepokojącego thrillera o miłości o obsesji”. Przez jednego z recenzentów „Podglądaczka” została wrzucona do jednego worka z przereklamowaną „Dziewczyną z pociągu” Pauli Hawkins, ale powieść Eriksson bardziej przypomina „Kobietę w oknie” A.J. Finna. Obie książki zostały oparte na podobnym pomyśle. Samotna kobieta, która nie za bardzo ma się czym zająć, spędza czas na podglądaniu innych: „Właśnie byłam świadkiem czegoś, co w zasadzie nie jest niczym sensacyjnym. Zwykła kolacja, zwykła małżeńska kłótnia. Ale ja odniosłam inne wrażenie. Czuję, że jestem na tropie czegoś szczególnego, przykrego i przerażającego”. Bohaterka jest pisarką, więc patrzy na dramat rozgrywający się w sąsiednim domu w nieco inny sposób niż zrobiłby to zwykły zjadacz chleba. Dzięki rodzinie Stormów bohaterce wreszcie udaje jej się uporać z blokadą twórczą. Elena piszę kolejne strony, a czytelnik zaczyna podejrzewać, że nie ma pełnej wiedzy na temat wydarzeń rozgrywających się na sennym przedmieściu. Szczególnie intrygująca jest postać żony, bo „ jej historia składa się przede wszystkim z tego, co działo się dużo wcześniej. I później. Składa się z tego, co ta kobieta robiła sobie, z tego, co robiła innym. Z krwi i chaosu, lecz także ze słów i myśli”.„Podglądaczka” podzielona jest na rozdziały pisane z perspektywy dwóch postaci – mężczyzny i kobiety. To ich oczami śledzimy rozwój rodzinnego dramatu.

Jeżeli sięgając po „Podglądaczkę” Caroline Eriksson nastawimy się na wbijającą w fotel  i naszpikowaną niespodziewanymi zwrotami akcji powieść z dreszczykiem, srodze się rozczarujemy. Akcja rozwija się powoli, momentami zbyt wolno. Autorka skupia się na rozterkach kobiety, która znalazła się na rozdrożu. Cały czas miałam wrażeniu, że już wcześniej czytałam coś podobnego. Przez pierwsze sto stron naprawdę niewiele się dzieje, ale mimo to byłam ciekawa zakończenia, chociaż tak naprawdę z thrillera psychologicznego zostało w “Podglądaczce” więcej psychologii niż samego thrillera.

“Podglądaczkę” i inne książki thrillery psychologiczne znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *