“Powtórka” – Marcel Woźniak

511-867-571. Po przeczytaniu „Powtórki” Marcela Woźniaka zaczęłam się zastanawiać, ilu czytelników postanowiło wybrać umieszczony na okładce numer, by w napięciu oczekiwać na połączenie. Sama miałam ochotę chwycić za telefon, ale biorąc pod uwagę, w jaką makabryczną podróż zabrał mnie autor, rozsądek zwyciężył z ciekawością. Ostatecznie powstrzymałam się od wykręcenia numeru, który w całej opowieści odegrał kluczową rolę.

Książkowe kryminały, a życie policjanta, to dwa różne światy”, stwierdza z przekonaniem Leon Brodzki, legendarny toruński policjant, które właśnie przechodzi na emeryturę, a „z literatury lubi tylko akty zgonu”. Poznajemy go w dniu, w którym żegna się z kolegami z komendy, i postanawia rozpocząć nowy rozdział w życiu –  bez morderstw, wielomiesięcznych dochodzeń i całego stresu związanego z pracą śledczego. Jednak przewrotny los ma wobec niego inne plany. Kiedy w mieście dochodzi do makabrycznej zbrodni, komendant Halicki może zrobić tylko jedno – powierzyć sprawę swojemu najlepszemu człowiekowi, który „mimo niecałych pięciu dekad na karku przeżył życie za dwóch. Bo żył życiem swoim i życiem innych ludzi. Ich życiem i śmiercią. Jak to w policji”.

Akcja powieści rozgrywa się na przestrzeni zaledwie czterech dni, ale każdy z nich obfituje w dramatyczne wydarzenia. W „Powtórce” odnajdziemy wszystkie elementy klasycznego kryminału. Głównym bohaterem jest zmęczony życiem gliniarz, typ samotnika i idol policyjnego narybku, który ma niejedno na sumieniu, a karierę przepłacił rozwodem i rozpadem więzi z jedyną córką. Zamiast spokojnej emerytury pod gruszą, czeka go ostatnia sprawa i pogoń za nieuchwytnym mordercą. Przy okazji Leon Brodzki będzie musiał  zmierzyć się z demonami przeszłości i zrobić rachunek sumienia. W powieści Marcela Woźniaka znajdziemy odniesienia do filozofii, które w treść powieści zostały wplecione trochę na siłę i „Powtórka” spokojnie mogłabym się bez nich obejść. Krótki tytuł doskonale oddaje motyw przewodni opowieści, bo jak przekonuje nas autor: „natury nie znosi próżni i zawsze znajdzie wyjście z każdej sytuacji. Ponieważ naturą natury jest cykliczność i szukanie dróg ujścia dla żywiołów i prądów”.

Na okładce „Powtórki” powinno się wydrukować ostrzeżenie – „Jesteś mieszkańcem Bydgoszczy? Nie czytaj!”, bo podczas lektury będziesz zgrzytać zębami. Nie od dzisiaj wiadomo, że torunianie i bydgoszczanie nie pałają do siebie sympatią. Akcja powieści rozgrywa się w malowniczym Toruniu, a Marcel Woźniak nie szczędzi złośliwości sąsiadom zza miedzy, z lubością informując czytelnika o tym, że mieszkańców miasta nad Brdą nazywano tu pogardliwie „tyfusami”, a wśród torunian krążył żart o Neronie, który Rzym spalić miał tylko dlatego, że nie było jeszcze Bydgoszczy. Wzmianka o władcy – piromanie pojawia się zresztą w tekście dwa razy, a i innych powtórek autor się nie ustrzegł. Czyżby miałoby to być bezpośrednie nawiązanie do tytułu powieści? Po co ciągle przypominać, że pan Henryk jest najstarszym toruńskim taksówkarzem? Bardzo raziły mnie też zbyt poetycki i niezdecydowanie nie pasujące do konwencji powieści opisy, tj.: „woda wpadała w rubin, pieniąc się przy przęsłach dwóch mostów, a panorama gotyckiego miasta odbijała się w aksamitnej topieli królowej polskich rzek”.

Kryminał Marcela Woźniaka przeczytałam z dużym zainteresowaniem, ale nie jest on pozbawiony wad. Zabrakło mi elementu zaskoczenia, jakiegoś niesamowitego zwrotu akcji, który wywołałby efekt „wow”. W „Powtórce” zdarzenia układają się w logiczną całość, a na końcu poznajemy rozwiązanie zagadki, a więc odpowiedź na dwa kluczowe pytanie – „kto?” i „dlaczego?”, ale fabuła urywa się w bardzo dramatycznym momencie, zmuszając niejako czytelnika do sięgnięcia po kolejny tom.

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *