“Precedens” Remigiusz Mróz

Dwanaście to liczba, która w naszej kulturze symbolizuje zupełność i harmonię. Mamy dwanaście miesięcy w roku, dwanaście znaków zodiaku, a teraz seria z niezawodną Joanna Chyłką doczekała się dwunastego tomu. Bynajmniej nie ostatniego. Ledwo zakończył się „w najlepszym wypadku proces wszech czasów. W najgorszym stulecia”, a Remigiusz Mróz już zapowiada, że z bohaterami spotkamy się jeszcze „przy wielu, wielu okazjach”. Biorąc pod uwagę tempo, z jakim autor pisze kolejne książki, spodziewam się co najmniej czterdziestu części w ciągu następnych dziesięciu lat.

Chyłka przeżyła trudne chwile, ale po uporaniu się z problemami zdrowotnymi i zawirowaniami w życiu prywatnym ma wreszcie wrócić na salę sądową. „Przez ostatnie miesiące brakowało jej bezpośredniej styczności z tym, co wypełniało jej prawniczy krwiobieg”, więc kiedy odbiera telefon od popularnej aktorki Aliny Karaś, która chcę ją zatrudnić, Joanna nie może powiedzieć nie. Jedyny problem polega na tym, że Karaś jeszcze nie popełniła przestępstwa –  ma zamiar dokonać brutalnego morderstwa na oczach tysięcy widzów, transmitując wszystko w Internecie. Aktorka twierdzi, że nie tylko nie poniesie konsekwencji swojego czynu, ale sąd nawet nie wyda wyroku w jej sprawie. Mimo niepodważalnych dowodów, na czele z niepozostawiającym miejsca na wątpliwości nagraniem! „Sprawa była beznadziejna, a wyrok skazujący właściwie bezdyskusyjny” – a może tym razem Joannie Chyłce trafiła się klientka, która popełniła zbrodnię doskonałą?

Po momentami niedorzecznej „Ekstradycji” nie miałam wielkich oczekiwań co do „Precedensu”, ale muszę przyznać, że tym razem autor pozytywnie mnie zaskoczył. Dwunasty tom najpopularniejszej polskiej serii kryminalnej jest o wiele lepszy od dwóch poprzedzających go części. Właściwie do trzysta pięćdziesiątej strony byłam przekonana, że wreszcie napiszę entuzjastyczną recenzję książki Remigiusza Mroza. W „Precedensie” Chyłka wydała mi się bardziej ludzka i mniej irytująca, chociaż nie zrezygnowała ze swoich „błyskotliwych” powiedzionek  („I nie mów do mnie „pani Joanno”, bo czuję się, jakbym była przewodniczącą związku zawodowego starych landryn w lupanarze”), kreatywnego przerabiania nazwiska Szczerbińskiego i nagminnego obrażania wszystkich dookoła. Za to sama sprawa Aliny Karaś jest intrygująca, a postać oskarżonej, która nie chce niczego zdradzić, a przed popełnieniem zbrodni była gwiazdą serialu o prawnikach, została naprawdę ciekawie pomyślana. Nie wiemy, dlaczego tak naprawdę dokonała zbrodni i jakimi kryteriami kierowała się, wybierając ofiarę. A kiedy okazuje się, że zginęło więcej osób, atmosfera gęstnieje z każdą kolejną stroną, bo „prawdziwi zabójcy nie mają trupio bladej twarzy, długich kłów ani świeżej krwi na ustach. Wyglądają tak jak ja i ty. Pracują jak ja i ty. Kochają, cierpią, tęsknią. Przeżywają swoje życie nie inaczej niż wszyscy inni. I właśnie dzięki temu mogą robić to, co każe im ich skrzywiona natura.” Do momentu wyciągnięcia na sali sądowej obiecanego wcześniej asa z rękawa, „Precedens” czytało mi się świetnie i nawet przekraczające granice dobrego smaku żarty serwowane przez autora tak bardzo mnie nie raziły. Ale ostatnie sto pięćdziesiąt stron to już równia pochyła. Po przekuciu pompowanego od pierwszych stron balonika straciłam zainteresowanie historią.

Nie może być inaczej – dwunasty tom serii z Joanna Chyłką z całą pewnością zachwyci fanów Remigiusza Mroza i sprawi, że będą niecierpliwie czekać na kolejne spotkania z pyskatą prawniczką. Czytelnicy sceptycznie nastawieni do twórczości najpopularniejszego polskiego pisarza docenią, że ta część jest na zupełnie przyzwoitym poziomie, chociaż autor nie wykorzystał w pełni potencjału, jaki niosła ze sobą historia aktorki, która postanowiła przechytrzyć wymiar sprawiedliwości.

“Precedens” i inne książki z Joanną Chyłką znajdziecie w księgarni selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *