“Strażnik” – Paulina Hendel

Paulina Hendel to jedna z tych autorek, o których jest głośno. A jeśli o jakimś autorze lub książce jest głośno, wtedy omijam autora/książkę szerokim łukiem. Zbyt wiele razy się sparzyłam, idąc za tłumem. Ale tym razem zrobiłam wyjątek, ponieważ bardzo spodobał mi się opis książki. A mowa o „Strażniku”, pierwszym tomie serii „Zapomniana księga”. I nie ukrywam, że skusiło mnie również samo wydanie, które jest bajeczne. Czas jednak na analizę zawartości!

Gdy historia się zaczyna, Hubert ma 17 lat i szalone pomysły, które zapewniają jemu oraz jego przyjacielowi mnóstwo adrenaliny i nierzadko kłopoty. Poznajemy go podczas wycieczki we Francji, gdzie dochodzi do czegoś, co pozbawia chłopaka przytomności. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Hubert budzi się na Pomorzu, w Polsce, i to 7 lat później! Hubert jest – lekko mówiąc – skołowany. Nic nie pamięta. I trudno mu się dziwić.

Już od pierwszych stron spodobała mi się lekka narracja oraz wartkie tempo. Uwielbiam, gdy autor wrzuca czytelnika na głęboką wodę i robi to w ciekawy sposób. I te mnóstwo pytań, które mnożyły się w głowie nie tylko głównego bohatera, ale i mojej. Głowiłam się nad zagadką zaniku pamięci razem z nim, choć nie chciałabym się zamienić miejscami. Zdecydowanie nie! Ale sam pomysł uważam za genialny.

Bardzo podobało mi się również dojrzałe pióro autorki, która nakreśliła świat w bardzo barwny sposób. I nie chodzi mi o żadne kwieciste opisy, nic z tych rzeczy! Ale gdy poznawałam kolejne szczegóły, całą sobą czułam klimat historii, siedząc w niej po uszy. To ten stan, gdy ktoś do Was coś mówi, a Wy nie reagujecie, bo czytacie. Pada deszcz za oknem, ale tego nie dostrzegacie, bo czytacie. Jesteście tylko Wy i słowo pisane. Rzadko przydarza mi się coś takiego, aby w pełni skupiać się na powieści i czerpać z tego przeogromną radochę. I nawet nie macie pojęcia, jak bardzo się cieszyłam, mając świadomość, że nieopodal mnie leży drugi tom!

Tuż po świetnych opisach – ułatwiających wejście w klimat – należy wspomnieć o bohaterach. Pełnowymiarowych i dojrzałych, którzy świetnie wpasowali się w nowe okoliczności. Ludzkość została zdziesiątkowana, a każdy dzień to walka o przetrwanie. Kto z Was choć raz nie pomyślał o apokalipsie, niech teraz podniesie rękę! Myślę, że każdy choć raz w życiu rozmyślał, co by było, gdyby już jutro miał skończyć się świat, i jak miałoby do tego dojść. Potop? Brak prądu? Wirus? A może wojna? Bohaterowie książki walczą o życie każdego dnia, próbując się jakoś organizować. Lepiej lub gorzej, ale jednak. Przynależność do grupy jest niezwykle ważna. A Hubert? Jego „ocknięcie się” po siedmiu latach jest dla niego ogromnie trudne i nie ma się co dziwić. Ciężko mu uwierzyć w wyjaśnienia i odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości. Podejmuje on walkę, ale jednocześnie usilnie stara się przypomnieć sobie, co się z nim działo przez ostatnie lata. Jego ciało świadczy o wielkich zmaganiach i niekiedy instynktownie wie, co robić. Ale skąd Hubert posiada nabyte umiejętności?

I jedna z istotniejszych kwestii – wierzenia słowiańskie! Strzygi, topielce, biesy… Autorka naszpikowała książkę istotami, w które wierzyli nasi pradziadowie, a które obecnie są zapomniane. Przyznaję, moja mitologia słowiańska leży i płacze, a szkoła jakoś nad tym nie pracowała. Mitologia grecka, egipska – każdy coś o nich wie. Ale ta nasza? Dopiero od niedawna pojawia się w powieściach, ciekawiąc, ale przede wszystkim informując. Walor edukacyjny jak się patrzy, ale podany w taki sposób, że wiedza przyswaja się sama.

A na deser – zakończenie. Przyznam szczerze, że spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Czego dokładnie, nie zdradzę, bo łatwo mogłabym Wam zepsuć potencjalną zabawę. A zatem, zaskoczenie. I to na plus! A gdy przeczytałam fragment, będący zapowiedzią kolejnego tomu… naprawdę się cieszyłam, że mam go obok siebie i mogę zacząć czytać od razu! WOW! Mam wrażenie, że „Tropiciel” będzie jeszcze ciekawszy.

Ogromnie polecam fanom przygody, którzy zaczytują się w wizjach apokalipsy. Była niepewność, szybsze tętno, śmierć, radość, ale przede wszystkim przetrwanie. Jako lektura – tak! Jako rzeczywistość – nie! Przeczytajcie, bo naprawdę warto. I nieważne, ile macie lat. Naprawdę porządna powieść.

Autorka recenzji: Daria Łapa

“Strażnika” Pauliny Hendel i inne polecane książki fantasy znajdziesz w księgarni selkar.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *