“Tak smakuje miłość” – Agata Przybyłek

Pomyślałam sobie ostatnio, że padający deszcz i ogromny wiatr to doskonały pretekst, by zagłębić się w jakąś lekką historię. By dać duszy nieco radości i lekkości. I wtedy w moje łapki wpadła nowa książka Agaty Przybyłek „Tak smakuje miłość”. Szczerze? Nie czytałam opisu. Zdecydowałam się na nią totalnie w ciemno, ponieważ uwielbiam pióro naszej rodaczki. Miałam nadzieję, że treść zrobi na mnie równie pozytywne wrażenie, jak samo wydanie. Bo wydanie jest obłędne. Może poza brakiem skrzydełek, ale to już szczegół.

Krystian chce rozwodu z Olą, ponieważ matka tak mu każe – zaocznie ukończyła studia z parapsychologii i zawodowo miesza ludziom w życiu. Cóż… taki powód rozstania nie należy do najpopularniejszych, ale do oryginalnych jak najbardziej. Oli nie jest łatwo, ale postanawia wziąć się w garść. Na początek sprawdza skrzynkę mejlową i odpisuje swoim fanom – jest właścicielką poczytnego bloga smacznegopolsko.pl oraz kanału na YouTubie o tej samej nazwie. Następnie pakuje walizkę i jedzie do rodziców, do rodzinnej miejscowości. Zmiany czają się tuż za rogiem.

Zanim przejdę dalej, czas coś sprostować – postanowiłam jednak zapoznać się z opisem książki, ale zrobiłam to dosłownie tuż przed lekturą. Dlaczego to zrobiłam? Chciałam móc ocenić, w jak dużym stopniu te kilka zdań pokrywa się z treścią. Bo czasami opis nijak ma się do książki, albo jest jakimś potwornie dalekim tłem.

Wracając jednak do wnętrza książki, strasznie podobał mi się powód rozstania głównej bohaterki. Najczęściej autorzy idą w klasyk – zdrada i niedopasowanie. Ale żeby tarot teściowej?! Nie ukrywam, że strasznie mnie to bawiło. Wszystko zostało przedstawione w taki sposób, że sama miałabym ochotę płakać, ale i śmiać się przez łzy. Do tej pory w to nie wierzę. Porzucić ukochaną, bo mama rozłożyła kilka kart na stole? Abstrakcja! Także duży plus za początek i zachęcenie do czytania.

Potem niestety nie było już tak kolorowo. Akcja przestała mnie bawić, a już na pewno nie prowokowała do głębszych przemyśleń. Spodziewałam się jakiegoś elementu, który mnie w jakiś sposób zaintryguje. Nie znalazłam go. Ta książka to historia o dziewczynie, która radzi sobie z rozstaniem i w zasadzie tyle. I te niesamowite zbiegi okoliczności… Nie trawię, gdy bohaterom w niewyjaśniony sposób wiedzie się pomyślnie, gdy tego potrzebują. Pada? Akurat mija bohatera ktoś znajomy samochodem i go zabiera. Potrzeba elektryka? Cóż… akurat wprowadził się do mieszkania obok. Nie! Ale na plus, że opis książki nie różni się od treści – coraz częściej trafiam na takie, które bardzo słabo mają się do treści.

Bomba wybuchła dopiero na koniec, sugerując kolejny tom. Z jednej strony nie narzekałabym na drugi tom, ale dlaczego musiałam czekać na akcję przez ponad 300 stron? Coś tu poszło nie tak. Przyjemnie mi się czytało, choć ta powieść kompletnie nic nie wnosi. Nie ma w niej nic odkrywczego, nie porusza ważnych tematów i nie sprawia, że nie da się jej odłożyć. Jest w zasadzie nijaka. Piszę to z bólem, ponieważ bardzo lubię twórczość Agaty Przybyłek. Ale tutaj naprawdę coś poszło nie tak. Mam nadzieję, że kolejny tom będzie wart uwagi. Że akcja wreszcie się rozkręci i będzie ten dreszczyk emocji. Póki co… „Tak smakuje miłość” to historia, która raczej nie zapadnie w pamięci. Ale polecam przekonać się samemu, bo każdy zwraca uwagę na coś innego. I na pewno znajdą się tacy, którym ta pozycja przypadnie do gustu.

Autorka recenzji: Daria Łapa

“Tak smakuje miłość” i inne książki Agaty Przybyłek znajdziesz w księgarni internetowej selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *