„W amoku” Sebastian Fitzek

„Reinhold Messner, który otarł się o śmierć podczas schodzenia z Mount Everestu, powiedział kiedyś, że sam proces umierania jest najłatwiejszy. Ciężko jest tylko wcześniej. Tak długo, dopóki ma się jeszcze nadzieję. Gdy podejmuje się niezłomną decyzję o własnej śmierci, wtedy wszystko idzie jak z płatka”. Policyjna negocjatorka Ira Samin nie chce dłużej żyć. Z cenionej profesjonalistki zmieniła się w „skończoną alkoholiczkę w beznadziejnej sytuacji rodzinnej”, ale to właśnie ona ma się podjąć negocjacji z szaleńcem, który wziął zakładników i grozi wysadzeniem się w powietrze.   Tak zaczyna się w „W amoku” Sebastiana Fitzka – najpopularniejszego niemieckiego autora thrillerów i kryminałów. Jeżeli ktoś czytał wcześniejsze książki tego pisarza, doskonale wie, czego może się spodziewać: pędzącej z zawrotną prędkością akcji i kompletnie nieprawdopodobnych twistów fabularnych.

Do kilku członków Klubu Słuchacza berlińskiej rozgłośni radiowej uśmiechnęło się szczęście. Zostali wybrani spośród tysięcy chętnych, by odbyć wycieczkę po siedzibie stacji i spotkać prawdziwą gwiazdę 101.5 – gospodarza porannego programu Markusa Timbera. Wśród zwiedzających znajduje się jednak osoba, której z całą pewnością nie powinno tam być. Mężczyzna bierze pozostałych uczestników wycieczki i dwóch pracowników radia na zakładników. Co prawda bardzo rzadko dochodzi do porwań, w czasie których ktoś traci życie, bo dla porywacza zakładnicy są kartą przetargową i swojego rodzaju ubezpieczeniem, ale człowiek, który zamknął się w studiu,  ma plan i nie cofnie się przed niczym, żeby go zrealizować. Ciężar negocjacji z porywaczem spada na barki Iry Samin, która wcześniej już pojęła decyzję, że właśnie tego dnia odbierze sobie życie, ale „wszyscy musimy czasem brać na siebie sprawy, którymi wcale nie chcemy się zajmować. Sprawy, które sprawiają innym ból. Które odrzucają nawet ci, dla których dobra są załatwiane”.

Początek „W amoku” jest bardzo obiecujący. Do tej pory przeczytałam siedem powieści  Sebastiana Fitzka, ale podobały mi się tylko dwie, bo niemiecki pisarz ma tendencję do niepotrzebnego gmatwania fabuły i upychania w niej zdecydowanie zbyt wielu niedorzecznych zwrotów akcji. Mniej więcej do połowy książka trzymała mnie w napięciu. Mogłabym się przyczepić do kilku dziur logicznych i wypadających nieco sztucznie dialogów, ale akcja jest wartka i przedziwne negocjacje śledziłam z rosnącym zainteresowaniem. Niestety im dalej, tym autora coraz bardziej ponosi fantazja. Trochę za dużo grzybów pływa w tym sensacyjnym barszczu, przez co lektura „W amoku” staje się momentami niestrawna. Najsłabszym punktem jest irytująca główna bohaterka – Ira Samin, która przeżyła straszną tragedię i została zmuszona do rozdrapywania ran na radiowej antenie. O wiele ciekawsza jest postać porywacza i motywy nim kierujące. Czy jest w życiu coś cenniejszego od prawdziwej miłości? Okazuje się, że „ci, których kochamy najbardziej, są dla nas największą zagadką”. Dużo jest „W amoku” rozważań na temat tego, jakim piekłem  jest życie z poczuciem winy.

„Nic tak nie męczy, jak historia, której zakończenie już znamy. I nic tak nie łączy, jak wielki znak zapytania”. Po przeczytaniu kilkudziesięciu stron „W amoku” czytelnik nie jest w stanie przewidzieć, w jakim kierunku zmierza ta opowieść. Czy można się dobrze bawić podczas lektury „W amoku” ? Można, ale koniecznie trzeba wyłączyć logiczne myślenie i po prostu dać się porwać nieco przekombinowanej fabule, bo zaskoczeń w nowej powieści Fitzka jest tyle, że starczyłoby ich na dziesięć thrillerów.

„W amoku” to dobry kryminał książka. Znajdziesz ją w księgarni internetowej selkar.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.