“Widowisko” – Przemysław Borkowski

Na czym polega magia teatru? Kiedy na widowni milkną rozmowy i gasną światła, a na scenie podnosi się kurtyna, widzowie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przenoszą się do zupełnie innego świata i zapominają o codziennych troskach. Uwielbiam chodzić do teatru, dlatego z wielkim zainteresowaniem sięgam po wszystkie powieści, w których pojawia się wątek teatralny. W ostatnich latach na polskim rynku ukazało się kilka znakomitych kryminałów, które zabierały czytelnika za kulisy, pozwalały z bliska przyjrzeć się przygotowaniom do premiery nowej sztuki i zdradzały sekrety pracy aktorów, reżyserów i pracowników technicznych, jak chociażby wciągająca „Sztuka śmierci” Aleksandry Marininy. Byłam bardzo ciekawa, jak z ukazaniem magii teatru w kryminalnym wydaniu poradził sobie Przemysław Borkowski. Czy „Widowisko” zasługuję na burzę oklasków, czy może na gwizdy i kilka zgniłych pomidorów rzuconych w gniewie na scenę?

Światła!

Kurtyna!

Akcja!

W malowniczym Olsztynie trwa festiwal teatralny. Ulice miasta na kilka dni przemieniają się w wielką scenę, na której występują dziesiątki artystów z Polski i gości z zagranicy. Zarówno dla mieszkańców, jak i dla tysięcy spragnionych kontaktu ze sztuką turystów, przygotowano szereg atrakcji, ale podczas ulicznej parady dochodzi do tragedii. W wyjątkowo widowiskowy sposób życie traci miejski urzędnik, a to dopiero początek makabrycznych wydarzeń. Do akcji wkracza miejscowa policja wspierana przez psychologa Zygmunta Rozłuckiego, który pilnie potrzebuje stałego źródła dochodu, więc zostaje zatrudniony na komendzie w charakterze… sekretarki. Ludzie giną, ale przecież show must go on.  Komisarz Sądecki jest naciskany, by jak najszybciej ująć sprawcę, dlatego potrzebuje swoich najlepszych ludzi : „prowadzimy śledztwo jak zwykle, tyle tylko, że jeszcze bardziej po cichu niż zazwyczaj. Nie musimy się martwić dziennikarzami, a poparcie władz otwiera nam wszystkie drzwi. Żyć nie umierać.” Zbrodnia nie może się położyć cieniem na festiwalu, a do tego zbliżają się wybory…

„Widowisko” to trzecia książka z serii o psychologu Zygmuncie Rozłuckim, ale pierwsza jaką miałam okazję przeczytać. Chociaż autor parokrotnie nawiązywał do wydarzeń z dwóch wcześniejszych powieści, to nieznajomość „Zakładnika” i „Niedobrego pasterza” w niczym mi nie przeszkadzała i pozwalała w pełni cieszyć się lekturą. Nowa powieść Przemysława Borkowskiego to klasyczny kryminał, który nie rozczaruje fanów gatunku. Sponiewierany przez życie główny bohater zostaje wysłany na przeszpiegi do olszyńskiego teatru, by pod pretekstem prowadzenia badań psychologicznych, przyglądać się jego pracownikom i wyciągać od nich przydatne dla śledztwa informacje. Plan komisarza Sądeckiego jest prosty: „będziemy zbierać i badać dowody, przesłuchiwać świadków, wykonywać całą normalną pracę operacyjną. A pan Rozłucki będzie się szwendał po teatrze. Idziemy przez las i walimy kijami w drzewa. A pan Rozłucki siedzi w krzakach, czekając, co wyjdzie”, ale jak to by w kryminałach – nie wszystko idzie zgodnie z planem, a na drodze do prawdy staje… miłość.

Sięgając po „Widowisko”, nie miała pojęcia, że Przemysław Borkowski jest jednym z członków Kabaretu Moralnego Niepokoju. Kiedy się o tym dowiedziałam, zaczęłam podświadomie szukałam w książce wstawek humorystycznych, ale jest ich jak na lekarstwo. Zamiast tego autor każe swojemu bohaterowi palić cygara, zalewać smutki alkoholem, włóczyć się po mieście i przeżywać rozterki natury miłosnej, które, niestety, spowalniają akcję. Książka bardzo by zyskała, gdyby skrócić ją o jakieś pięćdziesiąt stron niepotrzebnych opisów i odchudzić o kilka pobocznych, niczego nie wnoszących wątków. Nie zmienia to jednak faktu, że „Widowisko” czyta się naprawdę dobrze. Bohater da się lubić,  sama zagadka jest ciekawie skonstruowana, zbrodnie wyjątkowo widowiskowe, finał iście spektakularny, bo  „przestępcy zawsze popełniają błędy, bo rzeczywistość nigdy nie odpowiada dokładnie ich planom. Wystarczy tylko te błędy odnaleźć”. Amatorzy kryminałów będą w pełni usatysfakcjonowani, pasjonaci teatru przeczytają „Widowisko” z dużym zainteresowaniem, a po skończonej lekturze natychmiast zapałają chęcią udania się na kolejne przedstawienie, ale takie bez dodatkowych (czytaj : krwawych ) atrakcji.

Pomidory proszę schować do torby, tym razem się nie przydadzą.

Oklaski!

Kurtyna.

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

“Widowisko” i inne książki kryminały znajdziesz w księgarni selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *