“Winni jesteśmy wszyscy” Bartosz Szczygielski

Nominowany do prestiżowej Nagrody Wielkiego Kalibru Bartosz Szczygielski jest twórcą popularnej trylogii kryminalnej z Gabrielem Bysiem, w skład której wchodzą „Aorta”, „Krew” i „Serce”, ale też autorem thrillerów psychologicznych i serii książek dla młodszych czytelników, opowiadających o trzynastoletnim Maksie. „Winni jesteśmy wszyscy” to moje pierwsze „powieściowe” spotkanie z twórczością tego pisarza. Wcześniej miała okazję przeczytać jego opowiadania w „Zabójczym pocisku” i „Awersie”. Szczególnie  spodobała mi się opublikowana w tym pierwszym zbiorze “Sprawiedliwość dla wszystkich”, dlatego do lektury „Winni jesteśmy wszyscy” zasiadałam z nadzieją, że czeka mnie wieczór pełen emocji.

W piątkowe popołudnie większość pracowników firmy zajmującej się białym wywiadem była już myślami przy upragnionym weekendzie, ale Konrad Łazar musiał zostać w pracy nieco dłużej. By szybciej uwinąć się z robotą, poprosił o pomoc Ewelinę – sekretarkę, którą zaprosił kiedyś na randkę, ale skończyło się na jednym niezobowiązującym spotkaniu. Niespodziewanie w biurze zjawia się była kochanka Konrada – Agnieszka, a chwilę później dochodzi do straszliwej tragedii. Łazarzowi udaje się przeżyć, ale po tym, co się stało, dręczą go wyrzuty sumienia.  Człowiek, którego znał tylko przelotnie i czasami spotykał przy automacie z kawą, „zmienił jego życie we wstęgę Möbiusa”, a teraz ktoś wysyła mu pełne oskarżeń anonimowe wiadomości. Konrad rozpoczyna prywatne śledztwo. Zaprowadzi go ono na Mazury, a więc „tam, gdzie pisarze kryminałów wysyłają ludzi na męczarnie”. Czy odkrycie szokującej prawdy pozwoli Łazarowi „w końcu odpuścić i nie zadręczać się do śmierci”?

Nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatnio trafiłam na równie intrygujący początek powieści. Tragiczne wydarzenia w warszawskim biurowcu nie zostały przedstawione w porządku chronologicznym. Konrada poznajemy w feralny piątek o siedemnastej czterdzieści dwie. Później cofamy się najpierw o dwanaście, a potem o dwadzieścia siedem minut, by poznać okoliczności tragedii. Po takim oryginalnym otwarciu moje oczekiwania względem „Winni jesteśmy wszyscy” gwałtownie wzrosły. Główny bohater –  były wojskowy, a teraz pracownik korporacji – łączy siły z policjantką, która nieoficjalnie pomaga mu w dochodzeniu. Konrad skrupulatnie zbiera informacje na temat człowieka odpowiedzialnego za tragedię w siedzibie firmy Safe House. „Każda z osoba mogła mieć sens, ale razem wyglądały jak kiepski serial, gdzie sprawę morderstwa rozwiązuje seksowny ksiądz z równo przyciętą brodą i na nowym rowerze”. Łazar albo podejmuje ryzykowne, czasami nie do końca zrozumiałe dla czytelnika decyzje, albo pomstuje na ceny kawy w modnych kawiarniach. I nie można się z nim nie zgodzić, bo faktycznie są skandalicznie wysokie. W „Winni jesteśmy wszyscy” cały czas coś się dzieje, więc książkę czyta się w ekspresowym tempie, ale w mającą ogromny potencjał historię wkradł się chaos. Autor – i pod tym względem bardzo przypomina mi Remigiusza Mroza – zafundował czytelnikom tyle twistów, że całość wydała mi się mało realistyczna. Splot wydarzeń był tak nieprawdopodobny, że momentami kręciłam głową z niedowierzaniem i przez to nie mogłam w pełni zaangażować się w pędzącą z zawrotną prędkością akcję.

Najnowsza powieść Bartosza Szczygielskiego zaczyna się obiecująco, ale nawet zaskakujące zwroty akcji potrafią w końcu znużyć, jeżeli jest ich aż tyle. Nie znaczy to, że „Winni jesteśmy wszyscy” nie jest pozycją, którą warto przeczytać. Książka z pewnością znajdzie wielu zwolenników, a mnie zachęciła do sięgnięcia po trylogię z Gabrielem Bysiem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *