“Witamy w Ballyfrann” Deirdre Sullivan

Od dłuższego czasu zastanawiam się, dlaczego tak wielu dorosłych czytelników sięga po książki przeznaczone dla nastolatków. Sama do tej pory raczej unikałam literatury młodzieżowej, ale naprawdę zaintrygowała mnie okładka „Witamy w Ballyfrann” Deirdre Sullivan, więc postanowiłam wybrać się na krótką wycieczkę do malowniczej Irlandii. Liczyłam przede wszystkim na dobrą zabawę, mroczną zagadkę, szczyptę humoru, ale też na wciągającą historię, dzięki której znowu poczuję się jakbym miała szesnaście lat. Czy dwa wieczory spędzone w starym zamczysku na wzgórzu mogę uznać za udane?

Siostry bliźniaczki Madeline i Catlin Hayes po ślubie matki przenoszą się do niewielkiej miejscowości – Ballyfrann, urokliwej, ale owianej złą sławą, bo doszło w niej do tajemniczych zgonów młodych dziewczyn. Zamknięta w sobie Maddie i towarzyska, marząca o wielkiej miłości Catlin wprowadzają się do ogromnego zamku na wzniesie, a jak wiemy z filmów i książek „dom na wzgórzu zazwyczaj nie wróży niczego dobrego. No chyba że marzysz o zakochaniu się w ponurym mężczyźnie, który skrywa co najmniej jeden straszny sekret”. Kiedy Catlin zajęta jest rozkochiwaniem w sobie lokalnego łamacza niewieścich serc, Maddie trafia pod skrzydła Mamó – dziwnej mieszkanki zamku, do której okoliczni mieszkańcy zgłaszają się po pomoc, i odkrywa, że drzemią w niej tajemne moce…

Gdybym chciała określić „Witamy w Ballyfrann” jednym słowem, to napisałabym, że to powieść „dziewczyńska” – o nastolatkach i zdecydowanie dla nastolatek. Najbardziej podobał mi się początek książki i sam jej koniec, kiedy akcja nabrała wreszcie tempa, bo przez środkowe dwieście stron naprawdę niewiele się działo. Na uwagę zasługują zabawne rozmowy prowadzone przez siostry Hayes o prawdziwych chłopach z Galway, których mają zamiar poderwać. Podobał mi się też pomysł, by „patronem” każdego rozdziały była inna roślina o właściwościach leczniczych, ale to by było na tyle jeżeli chodzi o plusy. Jeżeli ktoś sięgając po książkę Deirdre Sullivan liczy na odrobinę grozy, atmosferę niepokoju i mroczne sekrety skrywane w komnatach ponurego zamczyska, to srodze się rozczaruje. Zagadka tajemniczych zgonów młodych dziewczyn została zepchnięta na tak daleki plan, że praktycznie się o niej zapomina. Bohaterowie wspominają o niewyjaśnionych zbrodniach, o tym, że „kiedy człowiek umiera, jego cielesna powłoka staje się czymś w rodzaju puzzli – domaga się uważnego patrzenia i układania kawałek po kawałku”, a sama śmierć musi być bardzo samotna, bo „w jednej chwili jesteś osobą, a już w następnej stajesz się ciałem. Materiałem dowodowym. Czymś, co można wziąć do ręki i poddać oględzinom”, ale  kiedy w końcu poznajemy rozwiązanie, to tak naprawdę nie dowiadujemy się wszystkiego. Zapewne autorka planuje kontynuację  „Witamy w Ballyfrann” i może w niej odpowie na nurtujące czytelnika pytania. Za całkowicie niepotrzebne i psujące odbiór książki uważam sceny okrucieństwa wobec zwierząt. Nie powinno się ich umieszczać w powieściach skierowanych do młodszych czytelników.

„W najlepszy razie świat jest nieprzewidywalny. Jednak nawet najdziwniejsze zjawiska da się wyjaśnić w sposób racjonalny”. Czy aby na pewno? „Witamy w Ballyfrann” to historia nastoletnich sióstr, które odkrywają, że światem rządzą moce, o istnieniu których zwykli zjadacze chleba nie mają pojęcia. To też opowieść o dojrzewaniu i przeznaczeniu, przed którym nie ma ucieczki, dlatego powieść Deirdre Sullivan może spodobać się czytelniczkom, które mają naście lat, ale tych nieco starszych raczej nie urzeknie.

“Witamy w Ballyfrann” i inne książki młodzieżowe fantasy znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *