“Władcy czasu” – Eva Garcia Saenz de Urturi

Władcy czasu” to ostatnia część Trylogii Białego Miasta pióra Evy Garcii Saenz, (której książki w Polsce są publikowany pod jej pełnym nazwiskiem chyba tylko po to, żeby było trudniej zapamiętać autorkę). Saga okazała się fenomenem, przede wszystkim w Hiszpanii, ojczyźnie pisarki. Nie ma się czemu dziwić, w końcu iberyjski klimat bije na kilometry od każdego z trzech tomów. Także i w Polsce w dosyć szybkim tempie zdobywa sympatię czytelników i aspiruje do miana prawdziwego hitu, bestsellera – może i nie z krwi i kości, ale z liter i kartek.

Kryminały to gatunek, który zawsze będzie się sprzedawał, bo sprawdza się dla ambitnych czytelników i tych mniej wymagających również. Nie ma chyba osoby, która od czasu do czasu nie chciałaby sobie pogłówkować i pozgadywać „kto zabił”. A to, czy ten „ktoś” zabija w sposób nieszablonowy, z zaskakujących powodów czy w oryginalny sposób to już dodatkowe elementy, które umilają lekturę. U Garcii Saenz, mówiąc w dużym skrócie, wszystkie zmienne wypadają genialnie. Można by myśleć, że kryminałów powstało już tyle, że nie da się czytelnika zaskoczyć. Że to tylko powielanie schematów. Na szczęście cała trylogia białego miasta udowadnia nam dobitnie, że to bzdura! We „Władcach czasu” wszystko wydaje się mieć swoje miejsce. Każde zdanie coś oznacza, nie ma „zbędnego gadania”, żmudnych opisów, ale też akcja nie leci do przodu na łeb na szyję.

Ani na chwilę nie wieje nudą. Intryga rysuje się od pierwszych zdań powieści. Ba! Już sam opis okładkowy zwięźle, aczkolwiek dosyć precyzyjnie, streszcza nam, w czym rzecz i nie powiem – wypada całkiem zachęcająco. Można sobie tylko wyobrazić, co takiego dzieje się w fabule, że tak konkretnie zarysowana historia wciąż nie stanowi spoilera. Sama od siebie nie pisnę ani słówka, żeby nie psuć zabawy – to raz, ale też, będąc szczerą, muszę przyznać, że nie umiem napisać, o czym ta książka jest w taki sposób, żeby za wiele nie zdradzić.

Jeśli ktoś już miał do czynienia z poprzednimi tomami z trylogii, ten wie, że sięga po pewniaka. Naprawdę nie da się prozie Hiszpanki niczego zarzucić. Prawdopodobnie na naszych oczach wyrasta fenomen literacki. Autorka sprzedała swoje dzieła praktycznie bez pierwotnej promocji. Zresztą nawet teraz, kiedy jej kryminały są tłumaczone i publikowane w kolejnych państwach, wciąż mówią o niej praktycznie sami czytelnicy, którzy już zdążyli się nią zachwycić. Mało się panią Evę reklamuje, ale tym większy wydaje się jej sukces. Mamy tu wybitny przykład tego, jak dzieło potrafi samo się obronić i porwać tłumy. Wydaje się, że też w gatunku, jakim jest kryminał, doszło do przełomu. Odchodzimy z chłodnych, angielskich klimatów, rodem z książek Agathy Christie czy Arthura Conana Doyle’a, na rzecz gorącej atmosfery bijącej od hiszpańskich uliczek. Okazuje się, że ta część Europy ma w sobie taki czar, że nie dość, iż nie można mu się oprzeć, to z czasem chce się tego coraz więcej i więcej. Miło zaobserwować przełamywanie pewnych schematów, wyobraźnia twórców zdaje się być dalej nieograniczona.

Zachęcam dosłownie każdego do przeczytania „Władców czasu”. W tej książce trudno jest się nie zakochać, tej historii nie da się nie uwielbiać, a już na pewno nie da się tak po prostu po wszystkim o niej zapomnieć.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Władców czasu” i inne książki z cyklu Trylogia Białego Miasta znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *