“Wrzask” Izabela Janiszewska

W tym roku przeczytałam kilka kryminalnych debiutów literackich i mogłabym je podzielić na dwie kategorie. Do pierwszej zaliczyłabym tak przemyślane i ciekawie skonstruowane fabuły, że po skończonej lekturze aż przecierałam oczy ze zdumienia i  zachodziłam w głowę, jakim cudem to dopiero pierwsze wydane książki na koncie tak zdolnych autorów. Do drugiej trafiłyby tytuły, które mnie rozczarowały i znudziły, ale przede wszystkim sprawiły, że zadałam sobie pytanie : dlaczego tak kiepsko napisany kryminał w ogóle trafił do druku? Biorąc pod uwagę, że wydawnictwa dostają od inspirujących pisarzy tysiące, dziesiątki tysięcy tekstów, aż trudno uwierzyć, że z tej góry propozycji wydawniczych nie udało się wyłuskać czegoś naprawdę interesującego.

„Wrzask” debiut literacki Izabeli Janiszewskiej, dziennikarki prasowej i telewizyjnej, sprawił mi nie lada kłopot, bo nie sposób go zakwalifikować do żadnej z tych dwóch kategorii.

Niepokorna reporterka Larysa Luboń pracuje nad wyjątkowo bulwersującym materiałem. Aby odkryć tożsamość oprawcy, który płaci młodym dziewczynom za możliwość ich poniżania,  Lara jest gotowa zaryzykować wszystko, włącznie z własnym zdrowiem i życiem. W toku dziennikarskiego śledztwa skrzywdzona w przeszłości młoda kobieta będzie musiała stawić czoła nie tylko perwersyjnemu brutalowi prowadzącemu z nią dziwną grę, ale też seryjnemu mordercy, na trop którego wpada przebojowy policjant Bruno Wilczyński – postrach bandytów i niewieścich serc. Czy jest jakiś związek pomiędzy matką sześcioletnich bliźniaków nękaną przez tajemniczego nieznajomego, a podejrzanymi wypadkami sprzed lat, które zostały zakwalifikowane jako samobójstwo? Czy Larysa i Bruno połączą siły, by złapać piekielnie niebezpiecznego psychopatę?

Najpierw garść pochwał, bo debiutująca Izabela Janiszewska z całą pewnością na nie zasłużyła. “Wrzask” to jedna z tych książek, które praktycznie same się czytają. Dialogi wypadają szalenie naturalnie, są “żywe”, nie ma w nich za grosz sztuczności. Nic nie “zgrzyta” podczas czytania. Największym autem „Wrzasku” są jednak jego bohaterowie. Lara przypomina Lisbeth Salander. Jest waleczna i bezkompromisowa, niczego się nie boi. Bruno to uroczy cwaniak, którego nie sposób nie polubić. Jego cięte riposty i powiedzonka – często obraźliwe i kompletnie nie na miejscu – wielokrotnie wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Zawsze przyjemnie sięgnąć po książkę autorki, która ma poczucie humoru i obdarza nim swoich bohaterów. Luboń i Wilczyński to ciekawy duet, prawdziwa mieszanka wybuchowa, autentycznie czuć chemię między niepokornym policjantem i nieprzystosowaną społecznie reporterką. Im bardziej się odpychają, tym bardziej się przyciągają. Każde starcie tej dwójki dodawało historii smaku.

Chciałabym napisać, że „Wrzask” to książka kryminał, który do ostatniej strony trzymał mnie w napięciu,  bo naprawdę polubiłam bohaterów i liczyłam na jakieś wstrząsające i/lub zaskakujące rozwiązanie zagadki. O ile nie można mięć zastrzeżeń do rozwoju akcji, bo fabuła autentycznie wciąga, tak zakończenie okazało się dla mnie rozczarowujące.  I  nie chodzi tylko o tożsamość seryjnego mordercy. Autorka przez czterysta stron nadmuchiwała ogromny balon napięcia, by na ostatnich stronach – zamiast go gwałtownie przekuć, by spragniony wrażeń czytelnik usłyszał wielkie boom – po cichu spuściła z niego powietrze. Zamiast przeszywające wrzasku otrzymałam zduszony krzyk. Tak ciekawi bohaterowie zwyczajnie zasługiwali na lepsze, bardziej zapadające w pamięć zakończenie.  Mimo to warto sięgnąć po „Wrzask”, bo to dobry debiut, a jego autorka ma spory potencjał. Jestem przekonana, że w swoich kolejnych, bardziej dopracowanych książkach jeszcze nie raz nas zaskoczy.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *