“Wysz(cz)ekana miłość” Joanna Szarańska

W “Wysz(cz)ekanej miłości” podobało mi się wszystko. I na tym stwierdzeniu właściwie powinnam zakończyć recenzję najnowszej książki Joanny Szarańskiej, ale nie mogę, bo mój pies, który wraz ze mną “czytał” tę pełną ciepła i humoru opowieść, trąca mnie nosem, domagając się, żebym napisała coś więcej. A przynajmniej kilka akapitów o jego ukochanej Terpentynie.

Pies każe, pani słucha.

Na początek wyzwanie i to z gatunku tych trudniejszych – proszę wziąć do ręki “Wysz(cz)ekaną miłość” i spróbować się nie uśmiechnąć na widok słodkiego szczeniaka na okładce. Niewykonalne! Rzut oka na tylną część okładki wystarczy, żeby wybuchnąć śmiechem. I proszę, człowiek jeszcze nie przeczytał ani jednego zdania, a już jest w świetnym nastroju.

Teraz przejedzmy do treści. “Wysz(cz)ekana miłość” to historia lekkoducha Piotra Cielesza, który popadł w nie lada tarapaty. Stracił pracę, w której się realizował, i teraz musi wysiadywać w sklepie z oknami, a tam przecież nigdy nie dzieje się nic ciekawego. Oprócz zawirowań natury zawodowej, Cielasz ma problemy mieszkaniowe i dlatego z nieba spada mu propozycja ciotki – będzie mógł przez dwa tygodnie pomieszkać w jej ogromnym mieszkaniu w krakowskiej kamienicy, ale w zamian musi się zaopiekować Terpentyną – prawdziwą psią damą ze słabością do parówek cielęcych, lekko podgrzanych. Kiedy Piotr próbuje się odnaleźć w roli opiekuna wybrednego i rozpieszczonego pieska, Alicja Miłoszewska, zajmująca się tworzeniem unikatowej biżuterii romantyczka, która w wolnych chwilach pracuje jako wolontariuszka w schronisku dla zwierząt, zostaje namówiona przez swoje przyjaciółki do rozpoczęcia randkowania w ciemno. Ścieżki Alicji i Piotra skrzyżują się za sprawą pewnej gonitwy za wyjątkowo bezczelnym kotem.

“Wysz(cz)ekana miłość” to pierwsza książka Joanny Szarańskiej, jaką miała okazję i niewątpliwą przyjemność przeczytać, ale z całą pewnością nie ostatnia. Autorka zachwyciła mnie przede wszystkim ogromnym poczuciem humoru. Poczynając od przezabawnych bohaterów ( Cioteczka z Kotem i “francowate alergie”, które uniemożliwiają jej spełnienie marzeń), przez humor sytuacyjny ( nigdy się nie domyślicie, czym można zajechać na randkę w ciemno i jaką oprawą muzyczną zaskoczyć kandydatkę na przyszłą dziewczynę), słowny, a na dowcipnych tytułach rozdziałów kończąc (“O tym, że dobra gumka do majtek jest czasem więcej warta niż złoto” ) – czytając “Wysz(cz)ekaną miłość” nie raz popłaczecie się ze śmiechu, gwarantuję! To bardzo zgrabne napisana komedia pomyłek z wątkiem romantycznym, ale nie taka przesłodka i naiwna, ale ciekawie pomyślana i zaskakująca. Dowiemy się z niej jak z całą pewnością nie randkować i dlaczego warto poczekać, aż mężczyzna skończy wypowiadać pytanie, za nim na nie odpowiemy, a starsze panie nie są znowu takie pruderyjne i nieraz lubią popatrzyć na ekshibicjonistów na balkonach. Bardzo podobał mi się pomysł, aby cała historia kręciła się wokół psa – rudego pinczerka o wdzięcznym imieniu Terpentyna. Fragmenty pisane z psiej perspektywy wypadły naprawdę znakomicie! Są zabawne, ale nie infantylne, co czasami się zdarza, kiedy mamy do czynienia ze zwierzęcym narratorem. Polubiłam wszystkich bohaterów “Wysz(cz)ekanej miłości”, bo tylko największy ponurak nie zapałałby do nich sympatią. Joanna Szarańska ma szalenie lekkie pióro, dlatego jej powieść czyta się tak szybko. Zanim się obejrzałam, byłam już na ostatniej stronie.

Idealna książka na upalne lato? Do poczytania na kocu w cieniu rozłożystego drzewa? Nie znajdziecie nic lepszego od “Wysz(cz)ekanej miłości”. Dla miłośników psów, w szczególności tych małych, rudych i figlarnych, ale nie tylko!, to pozycja obowiązkowa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *