“Żałobnica” Robert Małecki

Do tej pory żadna książka Roberta Małeckiego  nie podzieliła tak czytelników, jak mająca swoją premierę w połowie sierpnia „Żałobnica”. To zupełnie inna powieść od tych, do których przyzwyczaił nas autor, więc fani niezwykle popularnej serii z Bernardem Grossem mogli poczuć się rozczarowani, a nawet odrobinę zdezorientowani. Nie określiłabym „Żałobnicy” mianem kryminału, jej głównym bohaterem nie jest niezłomny policjant, który rusza śladem bezwzględnego mordercy, ale od historii Anny nie sposób się oderwać. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że to najlepsza książka Roberta Małeckiego od czasu „Skazy”.

„Są na tym świecie miejsca, które wiążą nas ze sobą tak, jak kotwica łączy statek z dnem morskim. Wbijają w skórę haczyki i szarpią boleśnie przy najmniejszym ruchu”. Anna Kowalska jest piękną kobietą po trzydziestce, typem współczesnego Kopciuszka, bo mimo skromnych początków udało jej się poślubić bardzo majętnego i sporo starszego mężczyznę. Od tego czasu żyje jak w bajce… dopóki do mieszkania Kowalskich nie wprowadza się córka Piotra z pierwszego małżeństwa – Roksana. Zbuntowana nastolatka staje się powodem ciągłych awantur między małżonkami, a jedna z nich kończy się tragicznym wypadkiem, w skutek którego Anna zostaje wdową. Osoba obwiniana o śmierć Piotra i Roksany znika w tajemniczych okolicznościach, więc siłą rzeczy cień podejrzenia pada na tytułową żałobnicę.

Muszę przyznać, że początek książki nieco mnie przeraził i po kilkunastu pierwszych stronach zaczęłam nastawiać się na raczej nudnawą historię utkaną z wielostronicowych przemyśleń kobiety, która straciła bliskich („Wdowa powinna płakać, słyszałam to wiele razy od kobiet, matek i żon. Ale ja nie płakałam. Nie pytajcie dlaczego. Sama się nad tym zastanawiam”.) Na szczęście z każdym kolejnym rozdziałem opowieść nabierała rumieńców, a autor zaczął mnożyć tajemnice skrywane przez bohaterów. Akcja rozgrywa się w trzech planach czasowych – „teraz”, „wcześniej” i „dawno temu” – dzięki temu zabiegowi możemy lepiej poznać Annę Kowalską. Tytułowa żałobnica nie jest literacką wydmuszką, jej losem czytelnik autentycznie się przejmuje, chociaż nie jest to postać, która wzbudzałaby jakąś wielką sympatię. Autor ponownie zabiera czytelników do Torunia, ale też do małej miejscowości przez którą płynie Wisła, a wraz z jej nurtem „płyną grzechy jej mieszkańców, zatajone kłamstwa wypływają na powierzchnię i dryfują bezwstydnie”. Tym razem Robert Małecki bardziej skupia się na warstwie obyczajowej, ale powieści, o dziwo, wyszło to na dobre. Nie znaczy to, że w książce nie ma zagadki kryminalnej. Są nawet dwie. Jest też zmęczona życiem policjantka, która prowadzi śledztwo i próbuje odkryć prawdę, ale „prawda jest pokarmem dla słabych (…). Tymczasem kłamstwo wymaga siły, trzeba je nieść na swoich barkach i wmawiać wszystkim dookoła. Zrobić z kłamstwa niepodważalną prawdę, skoro niepodważalną prawdę tak łatwo uznać za łgarstwo”. I wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie zakończenie „Żałobnicy”. Robert Małecki tak misternie budował napięcie przez ponad trzysta stron, że spodziewałam się prawdziwych fajerwerków, wielkiego zaskoczenia i jeszcze większych emocji, a zamiast tego nastąpiło nagłe „ciach”, pospieszne wyjaśnienie zagadki sprzed lat na kilku ostatnich stronach i finał, który zwyczajnie nie pasował mi do tak skonstruowanej bohaterki.

Po lekturze mniej udanej „Zadry” sięgałam po „Żałobnicę” z pewnymi obawami o literacką formę autora, ale okazały się one bezpodstawne. Najnowszą powieść Roberta Małeckiego czyta się naprawdę dobrze, bardzo szybko i z dużą przyjemnością, chociaż nie jest to książka pozbawiona wad. Warto jednak poznać historię Anny i przekonać się, czy i tym razem prawda zniszczy bohaterów zamiast ich wyzwolić.

“Żałobnicę” i inne inne książki Roberta Małeckiego znajdziecie w księgarni selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *