„Zaproś mnie na pumpkin latte” – Anna Chaber

„Zaproś mnie na pumpkin latte” to debiut Anny Chaber, która wygrała organizowany przez wydawnictwo Czwarta Strona konkurs na powieść obyczajową o wdzięcznej nazwie „Jesienny Wieczór”. Oczywiście nie obyło się bez wplecenia do fabuły szeregu elementów związanych z tą czasem piękną, złotą, a czasem szarą i deszczową porą roku. Czy zatem jesieniary (i jesieniarze) doczekali się idealniej dla nich powieści? Przekonajmy się.

Wiadomo, jak jest z książkami pisanymi pod pewną tezę. Wypadają momentami sztucznie, bo wymagają od autora przekształcenia swojej wizji na tyle, by wpasowała się w schemat. Dlatego też z początku podchodziłam sceptycznie do historii Pauli, która na pierwszych trzydziestu strona mówi i myśli tylko o tym, jak pogardza wszystkim, co wiąże się z okresem pomiędzy wrześniem a listopadem. No ale miało być jesiennie, więc jest jesiennie. Poza tym, szczęśliwie okazało się, że pod narzuconą tematyką czai się całkiem fajna, wesoła, wciągająca historia.

Paula zajmuje się zasobami ludzkimi w firmie sterowanej przez seksistę, który niedługo odda swój stołek swojej młodszej i jeszcze bardziej nieokrzesanej wersji. Przekazanie pałeczki ma się odbyć podczas przyjęcia, którego zorganizowanie powierzono głównej bohaterce. Żeby było ciekawiej ma być ono urządzone w tematyce jesiennej (a jakże). Paula bierze się prężnie za przygotowania, ponieważ zależy jej na awansie, a ta okazja to jej jedyna szansa. W wykonaniu zadania pomaga jej barista z pobliskiej kawiarni – przystojny i emanujący spokojem Greg. Oboje ewidentnie mają się ku sobie, jednak przed otwarciem się na nową relację powstrzymują ich przykre wcześniejsze doświadczenia. On stracił narzeczoną, która przegrała z wyniszczającą chorobą. Ona wini się za śmierć matki-perfekcjonistki i przeklina październik za to, że zawsze w tym miesiącu kończyły się jej związki. Poza tym, czy możliwe, że mężczyzna pijący jedynie espresso i kobieta, która non-stop zamawia white mocha latte, znajdą wspólny język?

Smutna przeszłość bohaterów to to, co w powieści podoba mi się najmniej. Zwyczajnie wolę jak główny wątek broni się sam. W końcu nie tylko historie obfitujące w ból i straty potrafią oczarować. Najmocniejszym punktem książki jest dla mnie postać Pauli, z którą łatwo mi się utożsamić. Jest normalna, ludzka. Śmieje się w stresie, szuka w Google odpowiedzi, gdy nie jest pewna jak postąpić, a kiedy widzi mysz piszczy tak długo, aż ta ucieknie. Nie zmienia się pod wpływem mężczyzny. Potrafi śmiać się ze swoich wad i przyznać się do błędu. Widać od razu, że kreacji tej postaci Anna Chaber poświęciła więcej czasu, niż na przykład takiemu Gregowi, który bardziej przypomina Greya, Massima czy innego faceta idealnego stworzonego specjalnie na potrzeby wątku romantycznego.

„Zaproś mnie na pumpkin latte” to świetny debiut. Książka jest angażująca, potrafi rozbawić i przyjemnie wprowadza czytelnika w aurę jesieni (a jednak!). Po tak dobrym starcie można spodziewać się tylko samych genialnych powieści, na które już teraz zaczynam czekać z utęsknieniem. Dodatkowe punkty należy przyznać też za poruszenie ważnych i mobilizujących tematów jak mobbing w pracy, profilaktyka czy zaufanie, które w subtelny, nienachalny sposób przeplatają się z główną osią fabuły na zmianę z nowymi przepisami na kawę. I cóż – jak to pisze autorka – wszystko dobre, co się smacznie kończy.

„Zaproś mnie na pumpkin latte” oraz inne książki z kategorii literatura kobieca – znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

One thought on “„Zaproś mnie na pumpkin latte” – Anna Chaber

  • 1 grudnia, 2021 o 5:21 pm
    Permalink

    Ta książka kusi mnie od jakiegoś czasu :) Polecam „Panią siedmiu bram”, która wpadła ostatnio w moje ręce. Bardzo ciekawa i wciągająca powieść fantasy :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *