“Zaśpiewaj mi kołysankę” Ryszard Ćwirlej

Nawet gdyby na okładce książki „Zaśpiewaj mi kołysankę” zapomniano umieścić nazwiska autora, to i tak po przeczytaniu pierwszej strony wiedziałabym, że ten pasjonujący kryminał retro napisał Ryszard Ćwirlej – pisarz, którego rzesze wiernych czytelników cenią przede wszystkim za oryginalny i całkowicie niepodrabialny styl. „Zaśpiewaj mi kołysankę” to już moje piąte spotkanie z Antonim Fischerem i każda kolejna powieść z serii o nieustępliwym (pod)komisarzu, której akcja rozgrywa się w Poznaniu lat dwudziestych ubiegłego wieku, utwierdza mnie w przekonaniu, że Ryszard Ćwirlej jest klasą samą dla siebie.

Po nominowanym do Nagrody Wielkiego Kalibru 2020 „Pójdę twoim śladem” przyszła pora na następną wciągającą zagadkę kryminalną. Ciemną nocą na poznańskiej ulicy ginie elegancko ubrany mężczyzna, który właśnie opuścił „salon dla panów z wyższych sfer u madame Aloutte”, zapewniający „najlepszą obsługę wszystkich zmysłów”. Zostaje „zabity na ament”, a do tego „ jest zimny jak dobra wódka w restauracji”.  Zaledwie dzień wcześniej mała Zosia wychodzi z domu po wodę i już do niego nie wraca. Zrozpaczona matka prosi o pomoc w odnalezieniu dziewczynki Antoniego Fischera, który ma ręce pełne roboty, bo ktoś zamordował policjanta zajmującego się sprawą znikających w tajemniczych okolicznościach dzieci…

W powieści kryminalnej dobra zagadka kryminalna to postawa. Historia powinna wciągnąć czytelnika, sprawdzić, że nie będzie w stanie odłożyć książki, zanim się nie dowie, kto jest sprawcą i dlaczego zabił. W przypadku „Zaśpiewaj mi kołysankę” mamy do czynienia z kryminałem, w którym, przynajmniej w moim odczuciu, samo dochodzenie w sprawie porwań i zgonów schodzi na drugi plan. Nawet gdybym na końcu nie poznała tożsamości mordercy, nie czułabym się  ani trochę rozczarowana, bo dzięki lekturze „Zaśpiewaj mi kołysankę” przeniosłam się w czasie, pospacerowałam ulicami Chwaliszewa (pamiętając, aby mieć oczy dookoła głowy, bo w tej okolicy nigdy nic nie wiadomo), spędziłam miło czas w spelunkach, popijając zimne piwo, i spotkałam takie osobowości jak Anatol Grubiński czy Zenuś Brodziak. Szczególnie tego ostatniego nie sposób nie polubić, chociaż to akcja „materac” w wykonaniu Tolka sprawiła, że parsknęłam śmiechem. Autor z niezwykłą wręcz dbałością o szczegóły odtwarza klimat lat dwudziestych, przybliża czytelnikowi realia życia ludzi w tamtych trudnych, ale ciekawych czasach. Humor, jak zawsze w przypadku książek Ryszarda Ćwirleja, stoi na wysokim poziomie. Cieszę się, że dzięki powieściom z Antonim Fischerem mogę poznać losy przodków bohaterów znanych mi z kryminałów neomilicyjnych. Historie Tolka i Grubego Rycha są najlepszym przykładem na to, że jabłko faktycznie nie pada daleko od jabłoni. Czytając „Zaśpiewaj mi kołysankę” nie można nie zachwycić się językiem. Mogłoby się wydawać, że książka, w której część dialogów pisana jest poznańską gwarą, będzie trudna w odbiorze, ale nic z tych rzeczy! Czyta się rewelacyjne, a przy okazji można poszerzyć swoje słownictwo. Nie zdziwię się, jak następnym razem na widok policjanta, wykrzyknę: „O, szkieł!”.

W ostatnich latach miłośnicy kryminałów retro nie mają powodów do narzekań. Mogą wybierać spośród kilku, a nawet kilkunastu znakomitych serii, min. z komisarzem Maciejewskim Marcina Wrońskiego, z Janem Morawskim Katarzyny Kwiatkowskiej czy z Eberhardem Mockiem Marka Krajewskiego. Jeżeli ktoś jeszcze nie miał okazji sięgnąć po książki z Antonim Fischerem, a chce odwiedzić międzywojenny Poznań, wraz z bohaterami poukrywać się przed szkiełami i pojeść gicz cielęcą z sałatką jarzynową, powinien jak najszybciej nadrobić zaległości. „Zaśpiewaj mi kołysankę” to świetna powieść, którą polecam nie tylko fanom gatunku. Moc wrażeń w pakiecie z dobrą zabawą i wciągającą zagadką –  gwarantowane!

Jeśli interesuje Cię dobry kryminał książka, to sięgnij koniecznie po “Zaśpiewaj mi kołysankę” Ryszarda Ćwirleja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *